piątek, 25 sierpnia 2017

Chara!



Imię: Chara
Pseudonim: Poza Demon chyba nie ma i raczej się nie obrazi jeśli wymyślisz 
Wiek: 3 lata
Płeć: Fizycznie to kotka, ale jej zachowanie często na to nie wskazuje.
Stopień: Początkująca 
Gatunek: Gepard
Głos: Mafumafu
Stanowisko: Szpieg
Charakter: Ah, Chara to dość ciekawa osóbka pod względem charakteru. Dla każdego może być inną osobą. Ma do perfekcji udoskonaloną grę aktorską i może być prawie każdym. Cały czas wkurzona, dużo krzycząca i wredna jędza? Jasne. Nieśmiała i nic nie potrafiąca zrobić introwertyczka? Czemu nie? Tajemnicza, często flirtująca postać? Oczywiście. Może wydawać się socjopatką, ale... prawda jest zupełnie inna. Okropnie obwinia się za każdy swój błąd, prędzej będzie zła za coś na siebie, niż kogoś. Jest dość melancholijna. Pogrążona w myślach, od których bardzo chce się uwolnić. Bywa wredna, ale tylko jeśli jesteś natrętny, chamski albo po prostu głupi. Zwykle po prostu spokojna, może nawet wydawać się znudzona. Trudno do niej dotrzeć. Ale może komuś się uda? Trzeba po prostu trochę cierpliwości. Przyjaciele są dla niej najważniejsi. Potrafi zrobić dla nich wszystko, nawet oddać życie. Jest cholernie lojalna. Tryska też poczuciem humoru. Głównie czarnego, ironicznego i sarkastycznego. W gruncie rzeczy dość nieśmiała... Jest świetną obserwatorką i z dużą dokładnością może przewidzieć co się stanie. 
Żywioł: Magia
Moce:
✧ Potrafi się teleportować na niewielką odległość 
✧ Kontroluje sny (potrafi np. zmienić koszmar w sen, wywołać sny na jawie, zajrzeć do snu itp.)
✧ Potrafi wytworzyć ogień który w zależności od sytuacji potrafi: leczyć małe rany, chwilowo oślepić przeciwnika, zadać ranę, ogrzać
✧ Potrafi przywołać około dwadzieścia ostrzy, które potrafią zabić nawet ducha (zwykle noży, rzadziej katan) które kontroluje myślami 
✧ Potrafi stworzyć barierę, przez którą nie może się przedrzeć właściwie nic (jednak wyczerpuje dużo energii i nie działa długo)
Partner: Na razie nie posiada. Szuka osoby, która będzie w stanie ją znieść do śmierci. Dla której będzie w stanie oddać życie. 
Rodzina: Znała tylko brata Reia (nie żyje)
Młode: Nie sądzi żeby była dobrą matką. Ale z odpowiednim partnerem? Czemu nie? 
Historia: Jej rodzice porzucili ją i jej młodszego brata. Był jeszcze kociakiem więc musiała się nim opiekować. Mimo, że ona też nie była dorosła. By byli bezpieczniejsi przyłączyli się do Łowcy Zjaw - Hishio. Był to młody, około 5 letni tygrys. Co prawda zapewniał im ochronę, ale musieli mu pomagać zabijać złe duchy i zjawy, które powodowały wiele nie pozytywnych emocji typu smutek, gniew, a nawet myśli samobójcze. To on nauczył ich w dużej mierze jak kontrolować swoje moce. Jednak zjawy były bardzo potężne i po mimo doświadczenia i pomocy Chary i Reia, pewnego dnia jedna z nich zabiła Hishio. Osłonił on Charę własnym ciałem. Mimo, że razem z Reiem zaczęła uciekać duchy dogoniły ich. Walczyli niesamowicie jak na dość młode gepardy. Wygrali jednak ich rany były bardzo dotkliwe. Rei wykrwawił się na śmierć. Gdyby nie pewna wilczyca, która znalazła ją w miejscu w którym umierała, pewnie spotkał by ją taki sam los jak jej brata. Długo dochodziła do siebie pod okiem tej wadery imieniem Tsena. Kiedy Chara była już w lepszym stanie - fizycznym i psychicznym - opuściła przyjaciółkę i ruszyła dalej w drogę. I zdarzyło się, że wpadła do pewnego stada... 
Właściciel: Doggi i Howrse: layra69

Od Zoltana'a-C.d. Ne Zhy

Dziś znów czekała mnie robota, na którą raczej nie narzekałem. Jak tu narzekać, jak pracuje się z dwoma samicami?! Praca szpiega nie jest wykańczająca, trzeba być do tego stworzonym bo to nie jest takie łatwe. Zwinność i cierpliwość muszą cechować takiego szpiega, z resztą nie tylko to!  Wybierałem się właśnie na przeszpiegi wraz z Cziką i Evil, dwie samice a ja sam. Czika to Alfa i nie mam u niej szans, ogółem nie chce ich podrywać czy coś. Tylko sądzę że nawet gdybym się zakochał, w co mocno nie wierzę. To dostałbym kosza od Alfy. Evil nie znam dobrze, zapoznaliśmy się już, ale nie do końca. Znam tutaj sporo samic, a jestem nowy.
-Cześć!-usłyszałem z dala, była to właśnie Czika, biała gepardzica która swoją urodą przewyższała wszystkich.
-Siemka.-odpowiedziałem gdy do mnie podbiegła.
Pewnie wybierała się tam gdzie ja, więc szliśmy razem. Nie obeszło się bez rozmowy:
-Zmierzamy w tę samą stronę? -zapytała dość tajemniczo, rozglądając się.
-No jasne że tak, w końcu to ta sama branża. -odpowiedziałem rozglądając się za Evil.
Nagle zeskoczyła z drzewa przed nami, spojrzeliśmy na siebie zdezorientowani. Podobało mi się jej podejście, no i to że chciała w jakiś sposób przestraszyć Alfę. Ulotniła się tak szybko jak się zjawiła, coś musiało być nie tak. Czika poszła się wykąpać a ja chciałem na coś zapolować. Lecz nagle dostrzegłem osobnika nie pasującego do Naszego stada jak i zapach który świadczył o tym że ta samica jest nam obca. Podszedłem do niej bliżej, przyglądała się Alfie, czyżby miała złe zamiary?
-Siema.-zacząłem by nie wzbudzać podejrzeń gepardzicy.-Nie należysz do stada prawda?-zapytałem.
Nie chciałem na razie fatygować przywódczyni.

(Ne Zha?) 

✐276 słów
+5 SK

Od Blue-C.d. Daenerys

Całe szczęście że spotkałem te gepardzicę imieniem Czika, teraz mam jakieś schronienie i nawet stanowisko. Analizując wszystko dowiedziałem się że stado zostało założone bardzo niedawno a już jest w nim pełno osobników, czego wcale się nie spodziewałem. Po rozmowie z Alfą zostałem oprowadzony przez pewną lwicę, wcale się nie odzywałem. Kiwałem łbem w te i we wte by mnie zrozumiała. Czemu jestem taki nieśmiały i przy każdym trudno mi jest otworzyć pysk, a jeśli już to zrobię to tak cicho że ledwo co mnie słychać. Mój charakter przestał mi się podobać coraz bardziej, z dnia na dzień coraz bardziej chciałem być kimś innym. Lecz w tej chwili, chciałem się po prostu odezwać.
-Dzięki za-za oprowadzenie.-udało się, kiepsko jeszcze z wymową.
Jeśli zmuszam się do odezwania to zwykle się jąkam. Lwica tylko skinęła głową jak ja niegdyś i zaprowadziła mnie pod jaskinię medyczną. A po co? Albowiem obrałem stanowisko medyka, które bardzo mi odpowiadało jak i do mnie w 100% pasowało. Zawsze chciałem być medykiem, a teraz nim jestem. Dobrze, czas wejść do jaskini i zobaczyć z kim będę miał do czynienia. Stanąwszy w wejściu ujrzałem biało-czarną lwicę. A może wcale nie? Tak mi się tylko wydawało? Chwilkę, miała coś z innych gatunków co potrafiłem zauważyć. Mieszanka...a to rzadkie. Przedstawiłem się cicho, ona również.
-Miło mi poznać.-rzuciłem rozglądając się po jaskini.
Daen mierzyła mnie wzrokiem, przyglądając się mi z ciekawością. A ja zacząłem wszystko analizować, jak to ja. Za duży myślę a prawie wcale nie mówię. Na półce widziałem już parę ziółek, pewnie samica pracowała nad zbieraniem ich po nocach. Skąd to wnioskuję? Albowiem nie wszystkie zioła zbiera się za dnia, to powinien wiedzieć każdy medyk. Jeśli nim nie jesteś, nie martw się.
-Niedługo idę, przyjdą pierwsi pacjenci.-z pyska Daenerys było słychać właśnie te słowa.
Skinąłem głową, musiałem wszystko tutaj ogarnąć. A Daen nie wyglądała jakby miała gdzieś iść.

(Daenerys?)

✐ 308
+10 SK

czwartek, 24 sierpnia 2017

Od Moon (Do Azrael'a)

Trochę nudziło mi się dzisiejszego dnia. Niby było słonce i byłam pełna energii ale nie wiedziałam co robić. Poszłam się przejść dzisiaj już chyba czwarty raz po terenach. Nadal nic się nie działo. Z nudów postanowiłam wyjść poza tereny. Szłam dosyć długo i nic. Czy ten dzień ma przejść do historii jako dzień nudy? Chyba nie. Poszłam jeszcze kawałek dalej i zobaczyłam coś dziwnego mianowicie to była Rzeka Poległych.
Trochę mnie to przeraziło ale trudno. Gorsze było to co wyszło z jeziora, wilk.

Zaczęłam uciekać ile sił w łapach i wpadłam na inną ....watahę. No nie. Jak coś to się nic nie dzieje a teraz to mam okropnego pecha. Basior złapał mnie i przyciągnął do siebie . Obejrzał dokładnie i puścił, ryknęłam na niego.
- Nada się na okup. Gdzie mieszkasz ?
- Nie powiem. - zaśmiałam się.
 Stałam z obojętnym pyszczkiem .
- Masz mi powiedzieć gdzie bo inaczej koniec z Tobą . - był śmieszny
- Nie powiem jestem oddana temu stadu i nie powiem gdzie ono jest. -wytknęłam język nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, mieli przewagę liczebną.
- Dobra. Jak chcesz. Przyszykujcie nóż. -warknął mi w psyk.
Musiałam się zgodzić inaczej zrobiliby ze mnie pokarm dla kota . Zaprowadziłam ich w  inne miejsce stada dla zmyłki. Nikogo nie było. Niestety. Basior był zdenerwowany. Założył mi metalową obrożę i podczepił do niej dwa łańcuchy. Musiałam ciągnąć jego wóz cały dzień. Ten wóz nie miał ani kół ani płozy. Była to okropnie ciężka praca. Miał ogromne tereny. Bałam się, że padnę już pierwszego dnia. Na koniec dnia zapytałam się czy mogę coś zjeść:
- Nie!
Położyłam się w kałuży bo nie było nigdzie suchego miejsca . Następnego dnia było jeszcze gorze . Musiał go ciągnąć cały czas bez jedzenia, odpoczynku i wody. Na dokładkę jeszcze byłam chora. To był najgorszy dzień mojego życia .

~ 3 tygodnie później
Wreszcie mnie uwolnił bo znalazł sobie jakiegoś psa co będzie go ciągnął . Ja powoli szłam do stada . Nie miałam siły złapać królika którego miałam tuż przed nosem. Osunęłam się na ziemię i zemdlałam. I wiecie co wtedy!? OBUDZIŁAM SIĘ! Czemu te koszmary są takie liche i realistyczne? Wstałam i pobiegłam na polowanie, zobaczyłam antylopę i już miałam się rzucać kiedy ktoś ją spłoszył. Był to jakiś samiec ze stada. Spojrzałam na niego...był inny niż reszta.


(Azrael?)

✐ 421 słów
+10 SK

Luna!

Imię: Luna 
Pseudonim: Lu, Nana, Noc wołaj jak chcesz 
Wiek: 2 lata 
Płeć: Samica
Stopień: Początkujący 
Gatunek: Tygrys 
Głos: Pink
Stanowisko: Wojowniczka 
Charakter: Luna jest bardzo odważna wręcz nieustraszona nie boi się prawie niczego. Jest bardzo mądra i inteligentna, jest niezwykle niezależna, zawsze działa po swojemu i mało kiedy się kogokolwiek słucha. Zawsze działa spontanicznie bez zastanowienia. Jest również wybuchowa i czasem bywa agresywna ma mocne nerwy ale lepiej ich nie testować. Wierna i lojalna wobec bliskich i przyjaciół. Nie jest uległa i zawsze stawia na swoim jest energiczna, wysportowana, silna, zwinna i szybka oraz świetnie lata. Jest ona opanowana i często bywa zmienna w jednej chwili jest miła a za chwilę agresywna ale stara się być miła i sympatyczna. Kiedy wpadnie w szał nic jej nie zatrzyma i nikt jej nie pokona bo ona świetnie walczy jest wręcz jedną z najlepszych w tej sztuce. Te cech najlepiej ją opisują.
Żywioł: Woda, noc 
Moce:
kontrolowanie wody 
zmiana w wodę 
oddychanie pod wodą 
tworzenie wodnego tornada i tsunami 
zmiana w smoka wodnego

kontrolowanie snów swoich i innych 
tworzenie księżycowego miecza 
potrafi stworzyć koszmar tak potężny, że pojawi się w realu i jest wstanie zniszczyć wszystko co stanie na jego drodze i jedynie Luna potrafi go zatrzymać.
zmiana w nocnego smoka 
kontrolowanie mroku i księżyca 
Partner: Szuka, ale czy ktoś ją zechce 
Rodzina: 
Mama- Ivasa 
Tato-Pawen 
Nie ma rodzeństwa i się z tego cieszy 
Młode: Może w przyszłości 
Historia: Urodziła się w stadzie gdzie jej rodzice byli parą alf a ona ich jedyną córką. Żyło jej się tam dobrze miała wszystko co chciała po prostu było jej tam idealnie. Miała jeden problem kilka samców powiedziało jej, że jest brzydka i była smutna bo nie mogła sobie nikogo znaleźć. Kiedy ukończyła szkolenie na alfę rodzice oznajmili jej, że wydadzą ją za mąż za kogoś kogo nie kocha. Wiedziała przynajmniej myślała, że nawet jeśli ona go pokocha to on ją nie. Oburzyła się i uciekła ze stada, tułał a się tu i tam aż znalazła to stado i tu dołączyła.
Właściciel: 

Od Evil- ,,Towarzysz''

Wstałam. Popatrzyłam na świat dookoła mnie otaczający. Ten czasami niezwykle wkurzający jasny obiekt zwany słońcem dopiero co unosił się nad linią horyzontu, co uświadomiło mi, że jest jakaś wczesna godzina. Ziewnęłam głośno i przeciągle jednocześnie machając powłóczystym ogonem. Byłam zmęczona, kompletnie nie wiem dlaczego, jakoś nogi odmawiały mi posłuszeństwa, powieki mi się sklejały. Jednak postanowiłam wyjść z mojego miejsca zamieszkania i po przechadzać się po terenach Stada. Kluczyłam między drzewami chcąc jakoś otrząsnąć się ze zmęczenia. Nie pomagało. Potrząsnęłam głową i oglądnęłam się we wszystkich kierunkach świata sprawdzając czy jest tu coś wartego uwagi. Nagle znieruchomiałam. Coś dziwnie pachniało... Nie była to zwierzyna łowna ani inny kot. Wyostrzyłam zmysł węchu i wciągnęłam ponownie powietrze w nozdrza. Uniosłam głowę, źrenice zmniejszyły się to tego stopnia, że były tylko jedną kreską. Woń zdecydowanie dochodziła z miejsca, gdzie znajdowała się Góra Loud. Położyłam uszy po sobie. Ryzyko, niebezpieczeństwo, adrenalina. To lubię. Ile sił w nogach pobiegłam w stronę źródła zapachu, a perspektywa nowej przygody dała mi dodatkowy zastrzyk energii. Z każdy metrem jednak zwalniałam kroku. Góra i wodospad były na widoku, nie zauważyłam nic nowego czy odmiennego. Brązowawa gleba, jedna góra, spieniony wodospad i skały dziwnym trafem porośnięte mchem.
- Pogięło was!? Nie po to przemierzyłam tyle drogi by patrzeć na jakieś starożytne góry i wodospady! - krzyknęłam na cały głos aż ptaki poderwały się do lotu. Może to od mojego wrzasku, a może od jednego, wielkiego wstrząsu, który dosłownie pozbawił mnie gruntu pod nogami. Zza skały wychylił się trzykrotnie większy ode mnie stwór, ni to chimera, ni to jednorożec-mutant tylko jeden wielki smok wyrywając półki skalne mieszczące się koło wodospadu i drąc paszczę bez konkretnego powodu. - Co do... - szepnęłam cofając się. Zdecydowanie to nie było nic dobrego, a jeżeli nawet miało przyjazne zamiary to miało dziwne metody nawiązywania przyjaźni. Zmrużyłam oczy. Czego by tu użyć. Zamknęłam ślepia. Siekiera? Miecz? Eliksir? Tomahawk? Maczuga? Trójząb? A może niedźwiedź? W tej chwili nic nie było pożyteczne, nie wytrzymało starcia ze smokiem. Może tak własnoręcznie? Odpada, smok rozmiażdżył by mnie jednym ruchem ogona, który zresztą porośnięty był jakimś rzędem ostrych jak brzytwa kolców. Kruczoczarne smocze ślepia patrzyły na mnie z zainteresowaniem. Tak jak zwierzyna patrzy z politowaniem na swoją ofiarę, która lada chwila zostanie zjedzona. Smok ryknął obnażając rzędy białych kłów, a ja już przygotowywałam się na najgorsze. Lecz bestia, zamiast pochłonąć mnie w odmętach swojego żołądka i innych tam organów wewnętrznych, przybliżyła do mojej klatki piersiowej swój pysk i zaczęła wąchać. Wciągała powietrze aż mi futro falowało. I widać było wyraźnie, że nawet to się jej podoba. Mi nie bardzo, jeżeli już przy tym jesteśmy, ale jaki smok brałby opinię pantery śnieżnej pod uwagę?
- Co ty smoku jeden robisz? - niemożliwe, żeby smok zapałał do mnie sympatią, przecież na kilometry czuć moje nastawienie do świata. A może właśnie o to chodzi? Może ten smok też był aroganckim złośnikiem w wiecznie złym humorze?
Na moje słowa źrenice czarnych jak smoła smoczych oczu rozszerzyły się nieznacznie. Dmuchnął w moją sierść jednym mocnym ruchem płuc i zaczął na mnie patrzeć. Ja wpatrywałam się w niego. Podobno najważniejszy jest kontakt wzrokowy. W bezruchu trwaliśmy przez dobre pięć minut, żadne z nas nie czuło strachu. Machnęłam mocno długim ogonem oznajmiając koniec konkursu "Kto pierwszy się ruszy".
- Dobra smoku... Skoro już się tak dobrze zrozumieliśmy to może czas nadać Ci jakieś imię? - zastanowiłam się. Smok jest... powiedźmy, że duży. Bardzo duży, ale mniejsza z tym. Ale odpowiednie imię dla smoka? Łuskowaty gad przede mną, który czasami mruczał niecierpliwie za każdym razem wypuszczają potworny świst powietrza z nozdrzy. Nigdy nie nadawałam nikomu imienia. Oczekiwałam cudu, aż ktoś ześle mi jakiś wspaniałomyślny pomysł, który przypadnie mi do gustu. - Może zacznijmy od tego czy ty w ogóle jesteś samicą czy samcem? - zapytałam niepewnie za żadne skarby świata nie chcąc tym pytaniem w jakiś sposób rozzłościć czy urazić tę istotę, która jednym skinięciem pazura mogłaby mnie zmieść z powierzchni ziemi. Smok zrezygnowany huknął ogonem o ziemię - okej, okej. Obstawiam, że jesteś samicą... - szepnęłam niepewnie, a smoczyca, jak się okazało, wykrzywiła swój pysk w coś co chyba miało być uśmiechem. Nagle nad moją głową zapaliła się żółta żaróweczka. - Liszka! Liszka. Liszka, Liszka, Liszka. Podoba Ci się? - spytałam z niedowierzaniem, że mój ideał był tak blisko. Liszka pokiwała głową i jeszcze raz przybliżyła swój pysk do mojej klatki piersiowej. Tym razem zamiast wdychać zapach mojego futra, wyciągnęła swój długi język i przejechała mi nim po podgardlu. - No dobra, ale bez zbędnych czułości. - powiedziałam z wyrzutem. Liszka przewróciła oczami i wyprostowała wielkie skrzydło bym mogła na nią wejść - Jesteś pewna? - spytałam, a smoczyca ze zniecierpliwieniem potrząsnęła każdą częścią ciała. Lekko oburzona wdrapałam się na grzbiet Liszki. Zanim zdążyłam wygodnie usiąść i czegoś się złapać by nie spaść łuskowata istota pode mną odbiła wszystkie szpony od ziemi i młóciła powietrze potężnymi skrzydłami by znaleźć się jak najwyżej. Gdzieś tak pod linią puchatych obłoków zatrzymała się i zamarła. Pozwoliła by ciepłe prądy niosły jej ciało przystosowane do latania. Czułam przyjemny, lekki, zimny powiew na skórze pod sierścią.
- Nawet spoko jest tu, na górze. - powiedziałam układając się wygodniej na łuskowatym grzbiecie smoka. - Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Zaniesiesz mnie tam - do mojego domu? - spytałam wskazując łapą na obiekt zwany moim domem. Z gardła Liszki wydobył się gardłowy, niski dźwięk i już po chwili stanęłam przed moją jaskinią. - Dzięki Liszko. Do zobaczenia jutro! Być może zaprowadzę Cię do Cziki, może pozwoli mi Cię... hmmm... "zaadoptować" - rzekłam poklepując Liszkę po szyi. Pomachałam jeszcze na pożegnanie i ruszyłam w stronę mojego legowiska. Ułożyłam się wygodnie, zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia Morfeusza. Śniłam, co wielce zadziwiające, o sobie i, co jeszcze dziwniejsze, o Liszce. Na prawdę mam nadzieję, że Czika pozwoli mi mieć ją za towarzysza. Liszka jest jedynym stworzeniem, poza Delly, która mnie w stu procentach rozumie. Przynajmniej takie sprawia wrażenie.

The End

Evil!

Imię: Stworzenie to zwie się Evil
Pseudonim: Mimo iż jej imię to czteroliterowe słowo, kochana siostrzyczka musiała je skrócić - wygodnie i pieszczotliwie - Evi. Zdarza się, że czasami na nią wołają Katniss bądź Wszystkowidząca. 
Wiek: Młodziutka proszę państwa - cztery lata. 
Płeć: Samica
Stopień: Początkujący
Gatunek: Pantera śnieżna, zwana też irbisem śnieżnym czy śnieżnym leopardem. 
Stanowisko: Szpieg
Charakter: Na początek powiedz mi co mówi Ci wygląd Evil. Miła i spokojna samiczka anielskim usposobieniu? Co to, to nie. Wygląd to tylko pozory. Nie oceniaj książki po okładce. Tak na prawdę to jest wredota totalna. Diabeł wcielony, który uwielbia wszystko co jest negatywne. Myślisz, że się z nią zaprzyjaźnisz i będą milutkie rozmowy i inne tego typu heheszki? Jesteś w grubym błędzie. Nikt nie widział bardziej chamskiego stworzenia. Jej wypowiedzi rzadko należą do miłych, ona nie potrafi, no po prostu nie potrafi, czuć empatii czy innych tego typu świństw. Litość? Boże broń! Ona nigdy jej nie miała i pewnie nie będzie mieć. Wszystkowidząca ma wiecznie niewyparzoną gębę i nic dziwnego, że nie potrafi powiedzieć niczego miłego. Zmienisz to? Wolne sobie. To tylko słowa na wiatr. Nikt tego nie dokonał i chyba nie dokona już nigdy. Jej dusza jest niczym niezachwiana i zawsze stoi prosto. Kotowata ta ma swój honor i nie dopuści, by został czymś splamiony. Nigdy się nie poddaje, do celu potrafi iść bez względu na istniejące przeszkody. Jest uparta, sprytna, zmienna bardziej od najbardziej zmiennego stworzenia na ziemi. Nieprzewidywalność to jej drugie imię. Nigdy nie wiadomo, co tak na prawdę zrobi za chwilę. Atakuje zawsze bez uprzedzenia w najmniej oczekiwanej chwili. Jest samodzielna i nikogo się nie słucha. Nie cierpi przegrywać i zawsze ma pewność, że wygra. I zawsze wygrywa. Umie walczyć o swoje i zawsze tego dokonuje. Stworzenie to nienawidzi wielu rzeczy. Między innymi małych dzieci, koniowatych oraz zbyt litościwych kotów. Katniss można tak na prawdę określić trzema słowami: arogancki diabeł wcielony. Możesz sobie mówić, że to wszystko to tylko twarda skorupa, który wykształciła się po tych wszystkich latach. Oleje Cię przy pierwszym ciepłym zagadnięciu. Teraz jest czas bym dowaliła, że jest niezwykle sarkastyczną samiczką. Ci, co ją znają, mogą potwierdzić, iż uwielbia wypowiadać wypowiedzi sarkastyczne. Rozmowa z nią (a rozmowa z nią należy do rzadkości) często kończy się powiedzeniem z jej strony "spadaj" Oprócz wkurzania innych stworzeń Evil wolnymi chwilami zajmuje się swoimi sprawami, swoimi kłopotami i swoim życiem. Tak już na koniec powiem, że jest z niej urodzony kłamca i manipulator, który kilkoma zdaniami potrafi każdego owinąć sobie wokół palca. 
Żywioł: Myśli & Zmysły
Moce: 
Potrafi czytać w myślach
Może zmaterializować czyjeś, albo swoje, myśli tzn. kiedy myśli np. o jeleniu to może sprawić, by pojawił się on w realnym życiu.
Posiada moc kontroli nad myślami czyli potrafi usunąć, dodać, zmienić lub poprzestawiać czyjeś myśli i wspomnienia. 
Może sama wniknąć do czyjegoś umysłu i siedzieć tam, podpowiadając różne myśli, pomysły, które nie zawsze muszą być dobre. 
Kiedy będzie wściekła to zmienia się w demona - zbudowanego z najgorszych myśli kotów. Może ona wtedy usunąć całą pamięć grupy kotów liczącej nawet sto osobników, a wszystkie jej moce zwiększają zasięg swojego działania.

Evil jest w stanie wyczulić wszystkie swoje zmysły, osobno lub razem, sprawiając, że słyszy najcichsze dźwięki, widzi najmniejsze ruchy, czuje najlżejszy zapach, najmniejszy dotyk i nawet najbardziej zanikły smak.
Na podstawie odtworzonych informacji za pomocą zmysłów nasza Wszystkowidząca może wyobrazić sobie dokładny obraz danej sytuacji uzyskując potrzebne jej zawiadomienia.
Może naprawić bądź zniszczyć jeden zmysł danego kota
Potrafi zablokować na przykład podczas walki, jakiś zmysł swój bądź kogoś innego. 
Partner: Nie szuka miłości, wątpi by ktokolwiek byłby zdolny zdobyć jej serce, a jeżeli już nawet to bardzo prawdopodobnie, że po dwóch dniach ucieknie od Evil. 
Rodzina: 
⦁ Matka - Kymera [*] - była najlepszą osobą pod słońcem jaką Evil spotkała. Miała nieosiągalną doskonałą duszę. Zawsze uśmiechnięta, wszystkim pomagała. Po jej śmierci Wszystkowidząca zamknęła się w sobie. 
⦁ Ojciec - Jaskier [*] - tak samo jak matka, zginął w katastrofie pożarowej kiedy Evil i jej siostra były na spacerze. Był kochany, pomocny i uwielbiany przez każdego. 
⦁ Siostra - Delly - Starsza siostrzyczka Wszystkowidzącej. Rozłączyły się przed Stadem Adamantium. Delly obiecała, że jak znajdzie odpowiednie miejsce na osiedlenie się przyjdzie i zabierze Evil. W przeciwnym wypadku zostanie w Stadzie. 
Młode: Brak, nienawidzi tych małych, puchatych kulek więc ten fakt mówi sam za siebie. 
Historia: Historia Evil nie ma żadnych krwawych momentów, nie licząc tego kiedy w pożarze zginęli jej rodzice, ale mniejsza z tym. Po ich śmierci Katniss postanowiła odejść z rodzinnych ziem - za bardzo przypominały jej o rodzinie. Na szczęście siostra dotrzymywała jej towarzystwa i pocieszała ją za każdym razem kiedy Wszystkowidząca zwątpiła w sens dalszego życia. Dotarły na pewną polanę, która - jak się później okazało - należała to terenów tak zwanego Stada Adamantium. Rozdzieliły się - Evil pozostała w stadzie, a Delly poszła szukać innych urodzajnych ziem. Nasza bohaterka żywi nadzieję, że jej siostra jednak wróci i zamieszka z nią w Stadzie. 
Właściciel: Czarna_Pantera | Hw vanskeling.123@gmail.com | poczta

Od Azrael'a (Do Cziki)

Wędrowałem już od paru dni, a przed oczami nadal miałem umierającego Thomasa. Czułem, że nie pasuje do życia na wolności, jednak nie potrafiłbym wrócić do zakonu. Nie po tym jak pozwoliłem mu umrzeć. Przecież miałem go ochraniać, a tylko patrzałem jak demon z zadowoleniem pastwi się nad ciałem egzorcysty jak gdyby był workiem treningowym, a nie żywą istotą. Nie potrafiłbym nawet spojrzeć na osoby, które mnie wychowywały. Miałem wrażenie, że zawiodę ich wszystkich. Cicho westchnąłem przystając i odwracając się w stronę, z której wyruszyłem.
- Przepraszam Thomas. - powiedziałem potrząsając pyskiem.
- Nie masz za co Azrael. - usłyszałem znajomy głos i od razu odwróciłem pysk w jego stronę. W miejscu z którego dochodził głos, stał duch mojego egzorcysty. - Widocznie tak musiało być, najważniejsze teraz abyś znalazł nową rodzinę. - dodał podchodząc do mnie i położył mi rękę na pysku jak gdyby chciał mnie pogłaskać, jednak przez to, że był duchem nawet tego nie czułem. Po chwili mój dawny właściciel, a zarazem przyjaciel po prostu się rozpłynął. Lekko się uśmiechnąłem i ruszyłem dalej przed siebie szukając tego miejsca, które będę mógł nazwać domem. Wieczorem dodarłem do jakiej jaskini, czułem jednak że od dłuższego czasu krocze po terenach jakiegoś stada. Miałem nadzieję, że nie będą mieli mi za złe jak się tutaj prześpię, a może nawet by mnie przygarnęli pod swoje skrzydła. Wkroczyłem do jaskini i od razu poczułem, że jest w niej jakaś samica.
- Przepraszam najmocniej. - powiedziałem wycofując się.

< Czika? >

✐ 244 słowa

+5 SK

Od Reiko - "Towarzysz"

Ten dzień zaczął się całkiem zwyczajnie. Wstałam i leniwie przeciągnęłam się, dokładnie rozciągając wszystkie kończyny. Wyszłam z mojej jaskini i od razu oślepił mnie blask promiennego słońca, które mnie przywitało. Właśnie wschodziło, co oznaczało dosyć wczesną porę. Jako wojownik muszę być w dobrej formie, a oprócz tego lubię sprawność fizyczną, dlatego ten dzień zaczęłam od małego treningu, co miało mnie obudzić i dodać siły. Tak też się stało. W lesie nieco sobie pobiegałam i poskakałam po drzewach. Kiedy zobaczyłam pewne wzniesienie, od razu wykorzystałam to i rozpędziłam się, a następnie wyskoczyłam w górę i poleciałam w stronę najbliższej chmurki. Przebiłam się przez nią i głośno zaśmiałam, kiedy z niej wyleciałam. Popatrzyłam w dół. Obłok posiadał przebicie, co dosyć śmiesznie wyglądało. Poleciałam dalej bawiąc się w najlepsze. Użyłam dwóch łap, aby utworzyć wielką kulę energii, którą pchnęłam w ogromny obłok. Ten rozpłynął się po całym niebie, a ja radośnie przeleciałam przez jego pozostałości. Wtem w oddali ujrzałam ptaki, które leciały w grupie. W sumie, to nie jadłam śniadania, ale z drugiej strony takim ptaszkiem się nie najem. Nie opłaca się marnować jego życia, dlatego poleciałam nad nimi i rozłożyłam łapy niczym ptak i szybowałam w powietrzu dotrzymując lotu mniejszym latającym zwierzątkom. Przestraszyły się mnie i szybko rozleciały w różne strony. Wtedy zobaczyłam kątem oka, jak coś ogromnego przeleciało w oddali. Szybko odwróciłam głowę w stronę tego stworzenia... czy ja dobrze widzę, czy to był smok? Zwierzę szybko zniknęło za ogromną chmurą. Tak samo prędko ja poleciałam w  jego stronę. Jeszcze nigdy nie miałam kontaktu z tym pięknym stworzeniem. Chcę go zobaczyć bliżej.
Kiedy przeleciałam przez obłok, nikogo nie było w pobliżu. Rozejrzałam się szybko wokoło. Wtedy spostrzegłam pięknego smoka, który właśnie odpoczywał na obłoku... ale jak to? To smoki tak mogą? Może on ma specjalna moc... Smoki mają moce?
Gdy zwierzę dostrzegło mnie, zaczęło mi się dokładnie przyglądać. Stałam (tak, w powietrzu) nieruchomo. Postanowiłam nie patrzeć się w jego stronę, żeby nie odebrało to jako pogardę, czy coś. Nie chcę stracić możliwości kontaktu z nim. Kiedy błądziłam wzrokiem po okolicy, spostrzegłam, iż znajdujemy się nad jakimś ciemnym lasem. Nigdy tutaj nie byłam, a ta okolica nie wygląda przyjaźnie.
W pewnym momencie, zauważyłam jak po terenie lasu w odkrytym miejscu (które widziałam z góry) krąży inny smok. Był o czarnej barwie i nie za przyjaźnie wyglądał. Wycelował jakiś czarny pocisk przypominający ogień w stronę tego, który mi się przyglądał. Ta moc przemieszczała się dosyć szybko, a Powietrzny (tak go nazwijmy) nie dostrzegł niebezpieczeństwa. W tej sytuacji tylko ja mogłam zareagować. Szybko wymierzyłam pocisk kuli energii, która rozproszyła i unieszkodliwiła ciemną magię. Smok na obłoku źle to odebrał i szybko poderwał się do góry. Wydał potężny ryk w moją stronę. Wtedy ten z dołu się odezwał. Powietrzny szybko spojrzał na drugiego i zleciał w dół, mierząc serię pocisków w czarnego.
Nie wiem czemu, ale zamartwiłam się przez chwilę o Powietrznego. Moja ciekawość zaczęła brać górę i chciałam znać wynik tego pojedynku. Zleciałam więc w dół i wylądowałam niedaleko. Smoki żarły się i używały swoich mocy. Odeszłam kawałek, kiedy jeden z pocisków uderzył w drzewo obok mnie, aby czasem nie oberwać i rozglądnęłam się w około. Wszędzie spróchniałe drzewa, czarna ziemia i ta niepokojąca mgła. Nikogo w pobliżu nie było i wróciłam do obserwacji pojedynku, kiedy usłyszałam ciszę, jednak gdy się odwróciłam, na ziemi leżał czarny smok z plamą krwi pod sobą. Powietrznego nigdzie nie było. Przeszłam kawałek przez ciemny las. Zatrzymałam się, kiedy usłyszałam za sobą kroki. Rozejrzałam się nerwowo. Strach rósł, a przez niego zapomniałam zupełnie o tym, że mogę odlecieć, po prostu mnie sparaliżowało. Nikogo nie było w pobliżu, jednak zaraz usłyszałam więcej kroków. Dobiegały z różnych stron, przez co czułam się otoczona. Warknęłam i przyjęłam pozycję do walki, rozkładając równomiernie ciężar ciała, aby być gotowa do ataku lub go odparcia. W tym momencie znad przeciwka mnie wyskoczyła Mantykora. Kiedy rzuciła się w moją stronę, jej atak odparło skrzydło, które pojawiło się obok mnie. Z mgły wyjawił się Powietrzny, który ryknął głośno, a inne stworzenia się spłoszyły. Popatrzyłam się na smoka, który odszedł w inną stronę. Nie wiedząc co zrobić, odruchowo krzyknęłam w jego stronę krótkie "czekaj". Zwierzę odwróciło się w moją stronę. Zrobiłam parę niepewnych kroków w jego stronę. Dalej znajdowaliśmy się w pewnej odległości od siebie. Patrzyłam cały czas na smoka, jednak nie w jego oczy. Stworzenie zrobiło 3 kroki w przód.
Serce zaczęło mi szybciej bić. Byłam jednocześnie podekscytowana i nieco zdenerwowana. A co, jeżeli nie będzie przyjaźnie nastawiony? W końcu smoki są różne i podobno raczej trudno się z nimi dogadać. Dobra, weź się w garść, Rei! Pora na twój krok...
Podniosłam wzrok na oczy smoka. Były przepiękne pełne wdzięku i blasku.
Nie mogłam się w nie przestać wpatrywać, jednak szybko zdecydowałam się na pokazanie smokowi mojej uległości i że nie mam wobec niego złych zamiarów, dlatego ukłoniłam się mu nisko. Po chwili trwania w tej pozycji, znów podniosłam wzrok na smoka. Ten odwzajemnił gest robiąc to samo. To była niesamowita chwila - tak potężne i niezwykłe stworzenie pokazuje, że chce nawiązać z tobą kontakt...
Podeszłam powoli bliżej zwierzęcia. Wyciągnęłam łapę w jego stronę, chcąc dotknąć go, jednak smok na to nie pozwolił. Nieco zrezygnowana wycofałam ruch i powiedziałam do niego łagodne "dziękuję". Postanowiłam opuścić to miejsce jak najprędzej, aby nie spotkać już niczego złego. Wzbiłam się w powietrze nie patrząc co mam za sobą i odleciałam.
W drodze zatrzymałam się na jednym z zachęcająco wyglądających obłoków. Zamyśliłam się na chwilę na temat Powietrznego. Nie powinnam się przejmować tym. Przecież to tylko smok... no właśnie, smok... Niesamowite stworzenie i byłam niego tak blisko. Trudno zapomnieć o takim przeżyciu, tym bardziej po tym, jak się poczuło dziwną więź z tym stworzeniem... Oprócz tego ocalił mnie przed Mantykorami. Może tak powinno być... Ech, no nie ważne. Ta chmurka jest taka mięciutka. To dobry czas na drzemkę. Zamknęłam powoli powieki wtuliwszy się w posłanie.
Ech, ale to jest milusie uczucie jak chmurka łaskocze Cię w brzuch... a oprócz tego ten ciepły wiaterek... ej, no właśnie... to nie jest taki zwykły wiatr. Otworzyłam oczy, a widok, który przed sobą ujrzałam nieco mnie zdziwił, a jednocześnie uszczęśliwił. Na obłoku naprzeciwko siedział Powietrzny i przyglądał mi się, a wiaterek okazał się być jego oddechem. Jego chmura powoli się do mnie zbliżała. Siedziałam nie ruszając się w oczekiwaniu na dalszy ciąg wydarzeń. Kiedy obłoki się złączyły, a smok był już bardzo blisko mnie i dotknął mnie pazurem w głowę.
- Co? - zaśmiałam się nie wiedząc o co mu chodziło.
Smok przebił się przez chmurę i spadał, po czym rozłożył skrzydła i poderwał się w górę. Był paręnaście metrów ode mnie. Powoli uniosłam się w górę i poleciałam w stronę smoka. Kiedy byłam blisko, Powietrzny zaczął uciekać, a gdy spostrzegł, że go nie gonię, ryknął donośnie. Ech, głupia Rei. On chce się bawić! Kiedy to zrozumiałam, szybko poleciałam w jego stronę. Smok od razu zaczął lecieć szybciej, jednak byłam w stanie go dogonić z moimi mocami. Pacnęłam jego ogon i zaczęłam lecieć w przeciwnym kierunku. Bawiliśmy się w najlepsze nad terenem polany, jak i na niej. Smok nieraz się ukrył w chmurach, albo na ziemi. Śmiałam się w najlepsze, a w pewnym momencie ujrzałam z góry, że Czika stoi i z uśmiechem na pysku się nam przygląda. Zatrzymałam się i pomachałam Alfie. Czika mi radośnie pomachała, a smok zaczął mnie delikatnie pacać w ramię, abym go goniła dalej.
Z Powietrznym spędziłam cały dzień z małą przerwą na jedzenie i napojenie. W końcu nadszedł wieczór i myślałam, że będziemy musieli się rozstać. Podleciałam do niego blisko i wciągnęłam łapę w stronę smoka. Zamknęłam oczy. Wtedy smok przyłożył głowę  na moich barkach, a ja go pogłaskałam po szyi.
- To do zobaczenia! - powiedziałam do Powietrznego i odleciałam w stronę jaskini.
Kiedy już się w niej znalazłam, zwinęłam się w kłębek i chciałam iść spać, jednak coś mi na to nie pozwoliło. Usłyszałam czyjeś kroki i od razu zerwałam się wstając. Już po chwili w wejściu do jaskini pojawił się smok.
- Czego tu szukasz? - spytałam
Smok usiadł i nie wiedziałam w sumie co zrobić.
- Możesz wejść - uśmiechnęłam się.
Powietrzny od razu zerwał się i wbiegł do jaskini. Mimo, iż zajmował bardzo dużą jej część, jakoś się zmieścił i był w stanie się wygonie ułożyć. Ja położyłam się obok niego, a smok przykrył mnie skrzydłem. Uśmiechnęłam się do siebie i zasnęłam. Następnego dnia będę musiała iść zgłosić Alfie o moim nowym towarzyszu. Mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko Ventilate Aerial Air - tak go nazwę, a w skrócie będzie po prostu Air. Wiem, że niedługo będziemy duetem niezastąpionym.

środa, 23 sierpnia 2017

Od Ne Zhy (Do Cziki i Zoltan'a)

Dni od jakiegoś czasu wlekły się bez większego sensu, zlewały się z nocą w jedną masę. Kilka tygodni temu opuściłam mój pierwotny teren łowiecki bo osiedliło się tam jakieś agresywne stado a w pojedynkę walczyć z nimi nie zamierzałam. Bądź co bądź życie było mi wciąż miłe. Podjęłam więc samotną wędrówkę w nieznane. Polowanie, drzemka na drzewie, wędrówka, polowanie, drzemka i dalsza wędrówka… i tak cały czas.
Otoczenie już nie wzbudzało u mnie większego zainteresowania, nie zwracałam uwagi na mijane drzewa a pomniejsze krzewy i inne rośliny ginęły w półmroku. Wszystko wyglądało tak samo. Mimo pogrążenia we własnych myślach zauważyłam, że jednak w końcu w otoczeniu nastąpiła zmiana. Opuściłam bór - stary, duszny las pełen dorodnych sosen, świerków i jodeł, który zdawał się wyduszać powietrze z płuc przy każdym wdechu. Ostatecznie dotarłam do rozległej łąki gdzie kicające zające pomknęły na mój widok do swoich nor.  Odprowadziłam je obojętnym wzrokiem - „małe, durne stworzonka, ale jakie smaczne” – pomyślałam i oblizałam się. Czy doskwierał mi głód? Przystanęłam na chwilę wpatrując się uważnie w jedną z nor. Raczej nie. Ruszyłam dalej rozglądając się czujnie wokół, czułam czyjąś obecność, śmierdziało tu innymi kotami, wygląda na to, że wdepnęłam w czyjeś terytorium. Dobre miejsce, spokojnie, obfite w żywność. Ale cóż, trzeba będzie się wycofać, nie potrzebuję kłopotów.
Usłyszałam krzyk, rozejrzałam się wkoło i zadarłam łeb do góry. Z zaciekawieniem przyglądałam się jak spośród chmur leci jakiś kotowaty. Przysiadłam i obserwowałam jego upadek, jednak w końcu zamarł w powietrzu chroniąc się przed rozkwaszeniem i znikł ponownie w chmurach. Mruknęłam rozczarowana i wstałam idąc dalej. Fantastyczne miejsce.. gdyby tylko nie inne koty.
Dobra, trzeba się stąd ulotnić zanim… No i stała się rzecz rzeczywista – w oddali dostrzegłam innego kota. Rozpoznałam tę sylwetkę. Gepard. Podkradłam się bliżej i zaczęłam go obserwować z daleka, kątem oka dostrzegłam ruch, odwróciłam łeb w tę stronę i zauważyłam kolejnego kota. Westchnęłam ciężko. Uroczo…
Ciekawe co przyniesie los tym razem.

<Czika? Zoltan?>

✐ 317 słowa
+10 SK
Szablon
Karou
Royalog