Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armor King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armor King. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Od Armor King'a CD. Reiko

Ta samica po porostu sobie ze mną pogrywała, mruknąłem przeciągle widząc ją w oddali. Trzepotałem moimi potężnymi skrzydłami ale to nic nie dawało. Ona musiała mieć żywioł Powietrza, ja jedynie pogody. Ale chwila, właśnie! Była dość daleko i śmiała się ze nie, lecz biedna nie wiedziała co zaraz ją czeka.  Byłem zdenerwowany, a to zwykle wywoływało burze bez deszczu lub śnieżycę. Tak już mam, mój stan emocjonalny wpływa na pogodę. Co z jednej strony chwalę, zaś z drugiej często jest mi trudno to kontrolować. Dziś jednak muszę odpuścić sobie kontrolowanie samopoczucia wobec mocy pogody. Niech będzie ta wzmocniona zamieć, w końcu wywołam ją tylko na chwilę. Nie uszkodzi terenów, nie zrobi nikomu krzywdy. No prawie, co się może złego stać? Samica która sądzi że mnie zgubiła może jedynie zostać oślepiona, jej skrzydła zamarzną i spadnie...co w tym złego no?! Ale są na to małe szanse. Westchnąłem i ryknąłem pokazując lwicy że jednak jestem w pobliżu. Czułem jej zapach, wiatr wiał mocno w moją stronę. Mój cygański uśmieszek mówił wszystko, zacząłem pikować w stronę terenów stada zanim zamieć zawita na niebie. Wylądowałem bez problemu z budzącym respekt efektem dźwiękowym. Poprosiłem wiatr by znalazł lwice, okazało się że jest niedaleko i zatacza kółka wiedząc że od tak jej nie dogonię. No i miała rację, właściwie nie muszę. Po chwili na niebie zaczęło się dziać, lecz w moich oczach pojawiła się niepewność, nie rozumiałem tej sytuacji... Czemu? Ze zdziwieniem popatrzyłem w stronę nieboskłonu... Zamieć zmieniła się w trąbę powietrzną ze śniegiem w której ciskają błyskawice. Przez chwilę stałem tak osłupiały, moje oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia. Kontrolowałem moją moc, byłem troszkę wkurzony więc powinienem wywołać jedynie zamieć... A tutaj proszę, cho***a by to wszystko wzięła. Ale odwaliłem!
- Ciekawe czy uwierzy jak powiem jej że to nie ja....
Mruknąłem sam do siebie myśląc o samicy która była w środku trąby powietrznej ze śniegiem i piorunami. Kurde, musi być tam nieźle zimno. Z jednej strony miałem szczęście bo pogoda nie docierała na ziemię, akcja rozgrywała się tam gdzie ja i samica się ścigaliśmy. Moje zdenerwowanie zwykle przechodzi w miejsce gdzie jest osoba która mnie drażni, blisko niej, nie w środku! Chyba jeszcze nie do końca potrafię panować nad swoimi mocami, lub nie znam ich możliwości. Stwierdziłem że ona musi mieć pecha, trafiła właśnie na mnie. Całe szczęście że pogoda w miarę się mnie słuchała i nie przeniosła się na tereny! Chciałem to powstrzymać, jak najszybciej. Ponieważ nie wiedziałem w jakim stanie jest samica, miała się jedynie przestraszyć do cho**ry jasnej! A przez moją głupotę i nie panowanie nad mocą może zginąć, to jak wyrok! Wiem, wiem z siłami natury się nie pogrywa, ale ja...ja jestem tą siłą. Wzbiłem się w powietrze dosłownie wrzeszcząc na siebie:
- Armor debilu, jak coś jej się stanie to Ty odpowiesz przed Alfą!
Ryknąłem donośnie wiedząc że pogoda powinna się uspokoić...jednak tylko wzmocniona zamieć ustała. Tak jakby reszta nastrojów pogody była prawdziwa, lub wytworzona przez inne stworzenie. Właściwie jest jeszcze jedna opcja, muszę się wyciszyć ale mi to zajmę trochę czasu. Nie panikowałem, ale też nie byłem wystraszony. Wiedziałem że znajdę gdzieś tę samicę, może jakimś cudem jeszcze żyje... Skupiłem się i rozwścieczonym wzrokiem zacząłem szukać jej w środku wiru. Nie było łatwo, ale po kilku sekundach dostrzegłem ją w centrum załamania pogodowego. W moich oczach pojawił się strach, czułem jak pogoda zaciska swoje łapska na jej ciele...naprawdę ją trzymała w środku nieprzytomną. Na szczęście jej ciało nie było rzucane na wszystkie możliwe strony, odetchnąłem z ulgą. Wyciszyłem się, zamknąłem oczy i próbowałem powstrzymać pogodę. Za pierwszym razem się nie udało, dopiero gdy odpowiednio się skupiłem coś z tego wyszło. Pogoda wróciła do normy, a ja z lekka opadłem z sił. Zobaczyłem ciało lwicy które bezwładnie spada w duł, a ja czuje się dziwnie lekki. Czyżbym wykorzystał aż tyle energii? Puściłem się swobodnie w stronę ziemi, wiedząc że jeśli jej nie złapię będę miał przerąbane, jak i będę ją miał na sumieniu.  Słońce grzało jak dawniej, ale w powietrzu czułem coś dziwnego, coś czego nie czułem bardzo dawno. Był to strach, strach że przez moją głupotę, niedoświadczenie i niepanowanie nad mocą...ktoś może stracić życie, nic mi nie zrobiła (nooo prawie), niczym nie zawiniła (tego nie wiem). Ale wiecie co jest absolutnie najgorsze? To że nie poznałem nawet jej imienia, ani stanowiska... Nie wiem kim jest ta lwica. Jak i ona nie zna mego imienia, nie wie przez kogo właśnie może zginąć. Powinienem chyba czuć się winny, jeśli się jej coś stanie...Czyż nie? Chwila, przecież co ja plotę tak przed tym co ma się stać. Przecież nic jej się nie stanie, zdążę ją uratować...jednak co dalej?  Nie, nie dogonię jej spadającego ciała! W tej właśnie sekundzie przypomniało mi się o moich mocach, pogoda pogodą...a choć jestem wykończony musiałem spróbować.
- Jedna ...mała...chmurka...proszę. 
Wzdychałem powoli, spadek siły wiązał się z tym co działo się wcześniej, byłem pewien. Adrenalina dawała mi jakąś energię, niestety nie na długo. Pod spadającą lwicą uformowała się średniej wielkości chmurka, która leciała z nią w dół aż do momentu powolnego rozpłynięcia się pod naciskiem gleby. Odetchnąłem z ulgą lądując obok niej dość twardo, czułem że coś sobie złamałem  ale nie wiedziałem co. Miałem nadzieje że to nie skrzydło... Ale walić to! Spojrzałem na samicę niepokojącym wzrokiem, zastygła...była wręcz zamrożona, na jej futerku widać było szron. Fuknąłem pod nosem i wziąłem lodowatą samicę na kark, chciałem wzlecieć by szybko dotrzeć do jakiegoś wodnego zbiornika. Niestety pech chciał że prawe skrzydło bolało przy każdym ruchu. Walnąłem się łapą w czoło uważając by lwica nie spadła, nagle obok mnie wylądował smok, piękny niebieski samiec. Wziął samice w szpony i spojrzał na mnie z wyrzutem. Spojrzałem mu w ślepia mówiąc twardo z zaciśniętymi zębami: 
- Musisz ją podrzucić na Plażę Zachodu, tam woda ciągle jest ciepła...pomogę jej. Zaufaj mi...
Czas leciał, jak i smok leciał. A ja próbowałem latać, właściwie to biegłem co tchu. Kiedy znalazłem się na plaży samica była do pasa w wodę, smok spojrzał na mnie nieufnie. Zmierzyłem go wzrokiem po czym popchnąłem samicę dalej...ciepłe wody spowodowały że jej ciało nabierało temperatury jednak musiała zanurzyć się cała. Przez co mogłem ją utopić, czekałem około trzydzieści sekund i wyciągnąłem ją z wody na plażę. Stanąłem obok niej, zaczęło się robić ciemno. Wywołałem ciepły wiatr i spoglądałem na klatkę piersiową samicy która zaczęła się unosić, CZYLI JEJ NIE ZABIŁEM! 
- Ej, żyjesz?
Zapytałem krążąc obok niej, myślałem że będę musiał już tutaj stosować techniki pierwszej pomocy, ale na szczęście nie byłem do tego zmuszony. Najpierw kaszlała, po czym chrypliwie odpowiedziała: 
- Jest mi...tak zimno.
Już miałem marudzić: ,,Zimno? To ja Ci tutaj kąpiele urządzam i wykorzystuję swoją moc po to by było Ci ciepło a Ty marudzisz że jest Ci zimno?! '' Ale w tej sytuacji to by nic nie dało, byłem tak zmęczony że chwiałem się na łapach, nie sprawdzałem nawet stanu swojego skrzydła. Walnąłem się obok samicy i okryłem ją swoim zdrowym skrzydłem , na szczęście była mniejsza ode mnie...nie za dużo ale jednak. Nic mnie w tej chwili nie obchodziło...po prostu uśmiechnąłem  się słabo i zamknąłem oczy. Nie zwróciłem nawet uwagi na smoka który był niedaleko Nas.  Zasnąłem, było mi tak ciepło i miękko, piasek był idealny do drzemki a co dopiero do spania. Rano pewnie za to wszystko będę siebie nienawidził, ale co mi tam...

(Reiko?) XD 
✐ 1211 słów
+25 SK

wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Armor King'a-C.d. Reiko

Od kiedy tutaj należę, właściwie od niedawna. Byłem i jestem jednym z pierwszych członków Stada Adamantium, które szczyci się wielkimi terenami otulonymi nutką magii. W końcu bez niej świat byłby całkiem szary...jak Ci ludzie co żyją gdzieś daleko od tego stada. Jak poszła rozmowa z Alfą, poszło łatwo i dość gładko. Raczej nie miała jakichś tam przeciwwskazań wobec mojej osoby. Cieszyłem się z tego, lecz tylko dlatego iż dostałem posadę godną mnie jak i mogę w każdej chwili awansować. Taa, może nie jest to takie łatwe ale będę się starał. O co dokładnie chodzi? Przypisano mi stanowisko wojownika, pasuje do mnie jak ulał. Można nazwać to moim przeznaczeniem, od małego uczyłem się tego rzemiosła. Wolne jest jeszcze wyższe stanowisko-Dowódca Wojowników, jak i jego zastępca. Mam zbyt władczy charakterek by być jedynie szarym soliderem który zginie na wojnie. To niedopuszczalne w tym przypadku, bo raczej nie da się mnie tak szybko wykończyć. Nie, nie powiedziała mi tego moja podwyższona pewność siebie, ani odwaga która zwykle porywa mnie do różnych rzeczy. Nawet do takich których wykonanie jest wręcz niemożliwe. No ale czy lew może latać? No właśnie...świat się zmienia a razem z nim my. Od rana obserwuje tereny stada które są dość niezwykłe, no Czika znalazła sobie niezły kawał ziemi. Dzikiej ziemi, na której człowiek nie postawił i nie postawi stopy. Chodząc tak wyczułem żarełko, westchnąłem głośno i napiąłem mięśnie gnając w kierunku zapachu. Mmm tym razem trafiła mi się piękna sztuka, zebra która zajadała się trawką nie mając pojęcia co ją za chwile czeka. Nie sądziła zapewne że te chwile będą jej ostatnimi  Był to silny ogier, ale co to dla mnie? Mogłem go wziąć z zaskoczenia, lecz wygrało spontaniczne podejście do polowania. Które okazało się bardzo skuteczne, wyskoczyłem z krzaków i machnąłem raz skrzydłami. Już byłem przy szyj ogiera, kiedy on zaczął uciekać. Zaśmiałem się i złapałem go za ogon po czym wyszeptałem: ,,Dobranoc'' i zacisnąłem szczęki na jego tchawicy. A z tego już nie da się wyjść cało. Zacząłem się zajadać smacznym czarno-białym koniowatym. Po konsumpcji zostały kopyta które gryzłem sobie kiedy chciałem wzmocnić szczęki. Oblizałem się i zacząłem szukać miejsca do treningu, takiego w miarę zacisznego. Chwila! A czy ono musi się znajdować na ziemi? Może połączę niebo z ziemią-a choć dziwnie to brzmi pomysł wcale nie był głupi. Jednakże na początek postanowiłem znaleźć coś w lesie, a może pod ziemią? Bez toru przeszkód dla mnie ani rusz, ale tego dnia musiałem jakoś to sobie rozplanować. Przez jakiś czas biegałem po terenach odbijając się o drzewa i kamienie. Po czym usiadłem i zacząłem gryźć kopyta zebry, później mały test wytrzymałości który odbył się poprzez przewalanie sporego drzewa. Jednak później dzięki mocy osadziłem je na miejsce. Westchnąłem i poszedłem się wykąpać do jakiegoś jeziorka które nie było nie jeszcze do końca znane. Pomyślałem że szybciej wyschnę w powietrzu i wzbiłem się momentalnie. Za jakiś czas wyczułem woń pewnej samicy której jeszcze nie poznałem. Musiała być już ze stada, wskazywał na to zapach. Zdecydowanie lwica, ale co ... Spojrzałem w górę i zauważyłem ją siedzącą a raczej leżącą na chmurze. Chyba spała...a jej ogon wystawał po za jej łoże z puchu. Hej...a co będzie jeśli ...zrobię tak? Pociągnąłem ją w miarę lekko za ogon, może się wystraszyła...lecz to nie jest teraz ważne. Przeleciała przez biały puch zwany chmurą  i leciała ku dołu, czekało ją twarde lądowanie. Doskonale wiedząc że musiała jakoś znaleźć się na tej chmurze wcale po nią nie leciałem. Zastanawiało mnie jednakże czemu się tak wydzierała...Hahha. Zabawne! Dusiłem w sobie śmiech patrząc na jej minę jak i zerkając kątem oka na chmurę z której niedawno wyleciała. Nieznajoma chyba wiedziała co to poczucie humoru ponieważ śmiała się sama z siebie, właściwie skąd mogłem wiedzieć że ten obłok jest taki lichy? Podleciała do mnie, nie miała skrzydeł ale czułem ich obecność. Jakby były zrobione z powietrza...
-Fajnie się leciało?
Podniosłem brew do góry z chytrym uśmieszkiem. Miałem nadzieje że lwica nie będzie mi miała tego za złe, pytania jak i czynu którego się dopuściłem. Jednak muszę się przyznać że było warto! No i tak się zaczyna moja obecność w Stadzie Adamantium...

(Reiko?)

✐ 681 słów
+15 SK

wtorek, 22 sierpnia 2017

Armor King!

Imię: Armor King
Pseudonim: Armor, Amor, King, Hero, Gold. Czasem zdarza się: Armi, Pan Wojny.
Wiek: 3 lata 
Płeć: Samiec jak się patrzy! Ktoś ma wątpliwości?
Stopień: Początkujący.
Gatunek: Lew z krwi i kości. Urodzony król wszystkich zwierząt.
Głos: Eminem
Stanowisko: Wojownik, choć będzie się starał by być kimś więcej. 
Charakter:  Armor King to lew szanujący innych ale chyba najbardziej samice. Samce które ich nie szanują...od razu dostają od Armora upomnienie które pamiętają do końca swojej marnej egzystencji. Jest on bardzo odważny, jednak tego nie ukrywa w przeciwieństwie do wielu osobników. Zwykle jak to mówią: ,,jest wszędzie'' . Choć nie zawsze się go widuje bo jest przebiegły i tuż pod twoim nosem może się prześlizgnąć. Bardzo i niemożliwie nieprzewidywalny. Nie lubi ciągłej gadaniny choć jest z niego imprezowy lew. Tak, kiedy on się pojawi rozkręci balangę tak że wszyscy będą chcieli bawić się do samego rana. Nieraz może okazać się zabawny, ponieważ lubi rozbawiać innych. Z resztą sam śmieje się czasem ze swoich udanych żartów. Dla wrogów agresywny i to bardzo. Ryzykant z niego na wielką skalę, nie cofa się przed postawionym celem. Sympatyczny i pomocny. Nieraz może nieźle dociec i zaleźć za skórę. Armor toleruje walkę i jest w tym mistrzem sam się uczy. Ma on niską samoocenę bo co dzień się wykańcza chcąc poprawić swą siłę, treningi różnego typu nadają mu doskonałą formę.  King jest swego rodzaju bohaterem nie raz wykazał się heroizmem. Zwykle gdy widzi smutną osobę stara się ją pocieszyć, widząc że osoby smutne nie powinny być same bo są skłonne do różnych głupich pomysłów.  Dobre uczynki i obrona-nie cofnie się przed tym. Łatwo go wybić z rytmu stawiając mu wyzwanie, które zwykle z łatwością wygrywa. Tak, zdecydowanie jest silny, uwielbia walkę i dobrze sobie z nią radzi. Jeżeli chodzi o szybkość jego łapy nadają się do tego mniej, bardziej woli latać lub pływać. Wytrzymały, skoczny to cechy fizyczne które się u niego objawiają. Poddać się? Nigdy! Dla niego to zmaza na honorze nie zna takiego słowa. Również można szybko dostrzec nieufność w oczach tego lwa. Ciągle liczy tylko na siebie, wiedząc że nie warto liczyć na innych. Może i jest bojowo nastawiony ale najpierw trzeba mieć strategie czyli tak zwany plan działania, więc jest też inteligentny i nie stawia tylko na siłę lecz i na mądrość. Ma wielką nie do złamania siłę woli ,nieraz posługuje się sarkazmem. Jest bardzo władczy i zadziora z niego. Zajdziesz mu za skórę, radzę uciec jak najdalej...choć i tak Cię znajdzie. Armor podobno ma dwie strony, dobrą i złą to twoja sprawa którą z nich wybierzesz...
Żywioł: Pogoda, Wojna.
Moce:

✧Jego samopoczucie wpływa na stan pogody, choć to kontroluje, gdy wybucha agresją może wywołać burzę.  
Panuje całkowicie nad pogodą, potrafi przywołać chmury, deszcz, burzę, śnieg, słońce, wichurę, zamieć itp. Ogółem zmiana pogody.
✧Zna mowę wiatru i dzięki temu ma wyostrzony zmysł słuchu.
✧Pogodowych mocy używa do walki, nie raz jego przeciwnik dostał piorunem, lub został utopiony przez tsunami, ten ostatni skończył w czeluściach przez trzęsienie ziemi. 
✧Zmiana pór roku, wścibski zły Armor...po co mu to?!

✧Siła która go napędza, dodaje werwy. Ogółem jego moc to siła, staje się wtedy potężniejszy.
✧Tworzy idealne plany walki, byłby z niego nawet dobry strateg. 
✧W walce sprzyja mu szczęście i ma większe szanse na wygranie pojedynku.
✧Gdy chce pojawiają się bronie różnego rodzaju jak tarcze i zbroja. A gdy staje do pojedynku automatycznie pojawiają się na nim stroje z różnych metalów. 
✧Tworzy swoje wojsko, choć wyglądają to jak ofiary wojny lub sama latająca zbroja, są nieźli.

Partnerka: Ma dziwne podejście do tego. Niby szuka a się okaże. Bo inni szukają drugiej połówki a on ma swoją gdzieś w skrytce. Dobre pół litra. A i ogółem urodził się cały. Jednak sądzi że kiedyś trafi się jakaś samica która podbije jego serce , do którego potrzebny jest rzadki klucz. Bo ono kryje się w sejfie zakutym lodem. Level: Bardzo Hard. 
Rodzina:
Aurora-matka która była dość delikatna, wrażliwa i piękna. Kochała każde swoje dziecko, jednak czasem bała się o przyszłość AK (nie , nie Armii Krajowej, Armor King'a XD ) który wykazywał cechy ojca od maluczkiego lewka. Została zabita przez własnego męża który osądzał ją o zdradę, lecz nieuzasadnioną. I tak, pewnie domyślacie się że później z lekka żałował. Aurora była aniołem i  trafiła do nieba, ale za szybko.
Attack-ojciec pozbawiony rozumu, choć nie było tak zawsze. Nie żyje od około 2 lat, nie zgadniecie kto go załatwił . Tak, jasne że Armor. Ale o tym w historii. Tatusiek był zbędnym elementem jego życia, choć on nauczył go że trzeba trenować by być najlepszym. Był zbyt agresywny jak na ojca, czasem rzucał Hero by nauczył się latać, bił go i ostro trenował. Nie wiedział jednak że jego syn był taki twardy i rozważny. Przerósł tatusia i dał mu w żebra.
Amber-siostra, uciekła z tamtego stada jakiś czas po śmierci Aurory.
Aron-brat, został w stadzie i pełnij funkcje Gammy.
Młode: Yyyy, tak jakby ich nie posiada. Choć chciałby przekazać kiedyś swoje geny następnemu pokoleniu. Tak, chciałby mieć swojego rodzaju potomka którego będzie mógł szkolić. Ale czy on się w ogóle nadaje?
Historia: Jego historia zaczyna się pewnej pięknej nocy w Stadzie którego nazwy nie zdradzi, jego rodzice byli parą Gamma. A od kogo strony? Może Was to zdziwi, ale od strony matki. Od najmłodszego był szkolony na mordercę a raczej na ich dowódce, miał być jak ojczulek. Matka chciała by odziedziczył po niej stanowisko Gammy, King był jednak zbyt energiczny i odważny by siedzieć na tyłku i doradzać Alfie. Wolał przeżywać przygody, walki. Pewnego dnia prawie zabił młode Alf kiedy ćwiczył swoje moce w lasku. Nikt o tym nie wiedział, ty była zwykła burza...Patrząc jak Attack trenuje Armora...Aurorze miękło serce, bolało ją że jej syn musi to przeżywać. Jednak najlepsze jest to że Hero to nie przeszkadzało, nie chciał być jak ojciec ale musiał mieć kogoś kto mu pomoże w szlifowaniu umiejętności. Lubił wycisk, nie przeszkadzało mu to. Ale zawsze było mu mało, za plecami wszystkich ćwiczył moce. Rodzice Armora kłócili się o błahostki prawie każdego dnia, zwykle miał dość. Attack pewnego dnia niestety przesadził, wybrał się do lasu z matką King'a i zamordował ją osądzając przy tym Aurorę o zdradę. Został samcem Gamma ale nie na długo. Armor zabił go mając zaledwie rok, ojciec pewnie w tamtej chwili żałował że go tak męczył treningami. Lecz to było nieodwracalne. Nie żałował, uciekł stamtąd a raczej przemieścił się w inne miejsce. Nie chciał tam zostać, odszedł z honorem. Było o nim słychać wszędzie, był swego rodzaju bohaterem który podróżował samotnie lub w  większej grupie. Nawiązał wiele znajomości jak i przyjaźnij. Po jakimś czasie znalazł się na terenach Stada Adamantium i został przyjęty przez gepardzicę imieniem Czika...Co będzie dalej? Nie wie nikt...
Ciekawostki:
✧ Niezbyt lubi gdy pogoda zmienia się wraz z jego nastrojem.
✧Nie zakochuje się zbyt szybko.
✧Ma wielu przyjaciół po za stadem.
Właściciel: CZIKA9999 (Howrse), Czikita (Doggi)
Szablon
Karou
Royalog