Zanim się zorientowałam, poleciały mi łzy. Nie wiem czemu. Nagle usłyszałam dźwięk łamanej gałązki i urwałam śpiew. Otwarłam łzy i z niepewnością oraz lekkim strachem spojrzałam na wychodzącego z cienia.
-Przeszkadzam?-Spytał.
Owym osobnikiem okazał się być Neitras. Myślałam, że spalę się ze wstydu na miejscu i chyba tylko ciemność nocy i ciemne futro ratowało mnie przed zobaczeniem przez samca mojego rumieńca.
-S-słyszałeś?-Spytałam wbijając wzrok w ziemię.
-Słyszałem? Ale co konkretniej?
Nie wiem jak stwierdzić czy udaje, czy naprawdę słyszał jak śpiewałam. Nie, na pewno słyszał. Znajdował się tu, a ja śpiewałam całkiem głośno. Musiał słyszeć. Lekko spanikowałam. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale milczenie jest chyba jeszcze gorsze. Co robić? Powoli zaczynało mi się kręcić w głowie.
-Jak...ś-śpie-śpiewałam...-Nie wierzę w to, że powiedziałam to na głos, na dodatek się zająkałam.
Teraz nie ma już odwrotu, mówiąc to przyznałam się do tego, że to ja śpiewałam. Odetchnęłam głęboko i się uspokoiłam. Źrenice chyba też mi się nieco powiększyły, bowiem widziałam już nieco lepiej, czyli wpuszczały więcej światła. Z niepewnością spojrzałam na Neitrasa. Nie mam zielonego ani różowego pojęcia jak może na to zareagować. Wyśmieje mnie? Może nagle zmieni temat? Nie mam żadnego pomysłu.
<Neitras?>
spx, spx~ a ja przepraszam, że takie krótkie opk ><
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Solaris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Solaris. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 września 2018
Od Solaris CD Palajmosa
Wypłynęłam na powierzchnię i otrzepałam futro, po czym dostrzegłam stojącego z świetle księżyca lwa. Skąd wiem, że to lew? Wystarczy spojrzeć na bujną grzywę. Wymieniłam z nim kilka zdań i dowiedziałam się, że ma na imię Palajmos i jest ze stada. Poniekąd mnie to uspokoiło. Nagle, z nieznanych przyczyn zawiał chłodniejszy wiatr co w połączeniu z mokrą sierścią utworzyło wichurę włosów. Usiadłam więc na piasku, który trochę przylepił się do sierści, ale spadnie jak tylko wyschnie. Spojrzałam na lwa, który milczał i chyba nie wiedział co powiedzieć. Po chwili zastanawiania się, spytał czemu nie śpię w środku nocy.
-W nocy...a, no tak. Dopiero wstałam.-Odpowiedziałam.
Samiec był lekko, no może dość mocno zaskoczony, ale niezbyt dał to po sobie poznać.
-Spałaś w wodzie?
-No chyba żartujesz. Chociaż poniekąd to prawda. Pomyliłeś się tylko w stanie skupienia. Spałam na chmurze.
Znowu nastała cisza, chyba nie jestem najlepszym rozmówcą. O czym mogłabym rozmawiać z nową osobą...w sumie sama nie tak dawno dołączyłam. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że zrobiło się naprawdę bardzo zimno, ciekawe jak ja mam przeżyć zimę. Siedząc w kręgu ognia? A może koło lawy? Coś będzie trzeba wymyślić.
-Wiesz, nie wiem jak ty, ale idę poszukać jakiegoś schronienia przed zimnem. Chcesz się dołączyć?-Spytałam.
Spojrzałam na lwa, ale nie wiem czy był zaskoczony czy się ucieszył. Ciężko mi było go rozszyfrować. Wstałam powoli i czekałam na to aż się zdecyduje. W międzyczasie wiatr się trochę wzmagał, nie ma na co czekać.
-To jak?-Spytałam.
Wiem, że niegrzecznie ponaglać, ale niezbyt chcę być chora.
<Palajmos?> Sry, że takie krótkie :/
-W nocy...a, no tak. Dopiero wstałam.-Odpowiedziałam.
Samiec był lekko, no może dość mocno zaskoczony, ale niezbyt dał to po sobie poznać.
-Spałaś w wodzie?
-No chyba żartujesz. Chociaż poniekąd to prawda. Pomyliłeś się tylko w stanie skupienia. Spałam na chmurze.
Znowu nastała cisza, chyba nie jestem najlepszym rozmówcą. O czym mogłabym rozmawiać z nową osobą...w sumie sama nie tak dawno dołączyłam. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że zrobiło się naprawdę bardzo zimno, ciekawe jak ja mam przeżyć zimę. Siedząc w kręgu ognia? A może koło lawy? Coś będzie trzeba wymyślić.
-Wiesz, nie wiem jak ty, ale idę poszukać jakiegoś schronienia przed zimnem. Chcesz się dołączyć?-Spytałam.
Spojrzałam na lwa, ale nie wiem czy był zaskoczony czy się ucieszył. Ciężko mi było go rozszyfrować. Wstałam powoli i czekałam na to aż się zdecyduje. W międzyczasie wiatr się trochę wzmagał, nie ma na co czekać.
-To jak?-Spytałam.
Wiem, że niegrzecznie ponaglać, ale niezbyt chcę być chora.
<Palajmos?> Sry, że takie krótkie :/
wtorek, 4 września 2018
Od Solaris
Niech ktoś łaskawie ogarnie temperaturę. W nocy zimno, a w dzień upał. Stan ten utrzymuje się już od kilku dni przez co nie tak trudno o przeziębienie, ale w końcu jesień coraz bliżej. Dało się już wyczuć atmosferę, że większość ma dosyć tej niestabilnej pogody. Mnie jakoś się to nie ima, ale kto wie kiedy lub czy w ogóle zacznie? Oby jak najpóźniej albo najlepiej wcale. Brak choroby to najlepsze rozwiązanie. Takie mam przemyślenia odnośnie ostatnich trzech dni.
Powoli wstałam i przeciągnęłam się, łąka usłana kwiatami, która służyła mi jako miejsce na nocleg niedługo będzie więdła, a w parze z zimnem stanie się to nie do zniesienia. Będę musiała znaleźć sobie inne miejsce albo coś na dłużej. Chyba jaskinia byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale znalezienie jakiejkolwiek nieużywanej zajmie pewnie trochę czasu. Ruszyłam przed siebie powoli rozglądając się dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby "zabić" trochę mojego wolnego czasu. Nie miałam lepszego pomysłu aż nagle zauważyłam sylwetkę sporego stworzenia. Nie wiem co mnie tknęło, ale ruszyłam jak najszybciej w jej kierunku. Miałam wrażenie, że od każdego odbicia się od ziemi odleciała kępka z trawą, ale to się nie liczyło. Ważne było tylko to, że owa postać była coraz bliżej i bliżej. Powoli zaczęłam nawet lekko dyszeć. Ten dystans nie był jakoś super daleko, ale pokonanie go zajęło mi dosłownie chwilę. Zmęczenie, a raczej szok spowodowany szybszą pracą serca i nie nadążaniem płuc za tempem biegu chyba właśnie tym owocowało. Kiedy byłam już dosłownie na trzy skoki od stworzenia, to wystraszyło się i w szalonym tempie zniknęło za horyzontem. Nie miał rogu...koń, zwykły koń. Tak czy inaczej rzuciłam się za nim w pogoń. Zmęczenie jednak swoje zrobiło i żeby nie stracić go zupełnie z oczu musiałam wznieść się w powietrze. Lecąc, szybko dogoniłam owe zwierzę i obaliłam na ziemię. Naprawdę nie miał rogu, a z zasady wolę nie zabijać krewnych z rodziny jednorożców. Dziki rumak wierzgał jak oszalały aż się nie zmęczył. Z przerażeniem obserwował każdy mój ruch.
-Nic się nie bój, nie mam zamiaru cię zabić.-Powiedziałam tak łagodnie jak mogłam.
Pomimo moich usilnych prób uspokojenia konia, ten coraz bardziej panikował. Nie chciałam go zabijać, więc odsunęłam się i tylko ryknęłam, żeby go przegonić. Uciekł dosyć szybko, ale dla pewności obserwowałam go z góry aż nie ukrył się wśród drzew. Ciekawa sprawa w sumie. Pierwszy raz od dawna widziałam jakiegokolwiek z rodziny koni.
Wylądowałam na jakiejś chmurze i położyłam się na niej wygodnie. Z chęcią zamieszkałabym na jakiejś chmurze, ale z racji tego, że często zmieniają miejsce, to nie mogę sobie na to pozwolić. Chyba spanie w losowych miejscach jest dla mnie stworzone. Zasnęłam na wspomnianym wcześniej obłoku. Sen, który mi się śnił znowu był bez sensu, ale nawet całkiem przyjemny i nostalgiczny. Aż szkoda, że kiedy się obudzę nie będę niczego pamiętać.
Obudziłam się w środku nocy i niemal natychmiastowo zeskoczyłam z chmury. Delikatnie lądując na ziemi...chciałoby się, wylądowałam w wodzie. Od razu się wynurzyłam i i rozejrzałam dookoła. Kiedy zauważyłam brzeg, natychmiast popłynęłam w jego stronę. Wyszłam na piasek i otrzepałam futro. Dopiero, gdy spojrzałam przed siebie zauważyłam zarys stojącego w cieniu dzikiego kota.
Powoli wstałam i przeciągnęłam się, łąka usłana kwiatami, która służyła mi jako miejsce na nocleg niedługo będzie więdła, a w parze z zimnem stanie się to nie do zniesienia. Będę musiała znaleźć sobie inne miejsce albo coś na dłużej. Chyba jaskinia byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale znalezienie jakiejkolwiek nieużywanej zajmie pewnie trochę czasu. Ruszyłam przed siebie powoli rozglądając się dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby "zabić" trochę mojego wolnego czasu. Nie miałam lepszego pomysłu aż nagle zauważyłam sylwetkę sporego stworzenia. Nie wiem co mnie tknęło, ale ruszyłam jak najszybciej w jej kierunku. Miałam wrażenie, że od każdego odbicia się od ziemi odleciała kępka z trawą, ale to się nie liczyło. Ważne było tylko to, że owa postać była coraz bliżej i bliżej. Powoli zaczęłam nawet lekko dyszeć. Ten dystans nie był jakoś super daleko, ale pokonanie go zajęło mi dosłownie chwilę. Zmęczenie, a raczej szok spowodowany szybszą pracą serca i nie nadążaniem płuc za tempem biegu chyba właśnie tym owocowało. Kiedy byłam już dosłownie na trzy skoki od stworzenia, to wystraszyło się i w szalonym tempie zniknęło za horyzontem. Nie miał rogu...koń, zwykły koń. Tak czy inaczej rzuciłam się za nim w pogoń. Zmęczenie jednak swoje zrobiło i żeby nie stracić go zupełnie z oczu musiałam wznieść się w powietrze. Lecąc, szybko dogoniłam owe zwierzę i obaliłam na ziemię. Naprawdę nie miał rogu, a z zasady wolę nie zabijać krewnych z rodziny jednorożców. Dziki rumak wierzgał jak oszalały aż się nie zmęczył. Z przerażeniem obserwował każdy mój ruch.
-Nic się nie bój, nie mam zamiaru cię zabić.-Powiedziałam tak łagodnie jak mogłam.
Pomimo moich usilnych prób uspokojenia konia, ten coraz bardziej panikował. Nie chciałam go zabijać, więc odsunęłam się i tylko ryknęłam, żeby go przegonić. Uciekł dosyć szybko, ale dla pewności obserwowałam go z góry aż nie ukrył się wśród drzew. Ciekawa sprawa w sumie. Pierwszy raz od dawna widziałam jakiegokolwiek z rodziny koni.
Wylądowałam na jakiejś chmurze i położyłam się na niej wygodnie. Z chęcią zamieszkałabym na jakiejś chmurze, ale z racji tego, że często zmieniają miejsce, to nie mogę sobie na to pozwolić. Chyba spanie w losowych miejscach jest dla mnie stworzone. Zasnęłam na wspomnianym wcześniej obłoku. Sen, który mi się śnił znowu był bez sensu, ale nawet całkiem przyjemny i nostalgiczny. Aż szkoda, że kiedy się obudzę nie będę niczego pamiętać.
Obudziłam się w środku nocy i niemal natychmiastowo zeskoczyłam z chmury. Delikatnie lądując na ziemi...chciałoby się, wylądowałam w wodzie. Od razu się wynurzyłam i i rozejrzałam dookoła. Kiedy zauważyłam brzeg, natychmiast popłynęłam w jego stronę. Wyszłam na piasek i otrzepałam futro. Dopiero, gdy spojrzałam przed siebie zauważyłam zarys stojącego w cieniu dzikiego kota.
<Ktoś?>
✐ 513 słów
+15 SK
poniedziałek, 3 września 2018
Od Solaris CD Neitrasa
Spojrzałam na samca lodowatym spojrzeniem, przynajmniej tak mogło się wydawać. Zawsze mam taki wzrok, a jego "wyraz" nie tak łatwo zmienić. Chociaż nie jest to niemożliwe, może pod wpływem emocji by się coś zmieniło, kto wie? Neitras, bo tak ma na imię, przedstawił mi się dopiero teraz.
-Miło poznać.-Powiedziałam.
Następnie rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu szaraka, o którym wspomniał. Skoro wyczuł go z tej odległości to musi być dość doświadczonym myśliwym. Nie trwało długo, a zlokalizowałam uszate stworzenie, które za chwilę będzie wąchać kwiatki od spodu...albo raczej kicać po niebiańskiej łące jako duch, ponieważ jego ciało skończy w czyimś żołądku. Na jego znak ruszyliśmy za ową zwierzyną. Polowanie trwało zaledwie kilka minut i przy okazji złapaliśmy dwa "kicaje". Neitras wziął sobie tego nieco większego (chociaż obydwa były spore), a mi wskazał łapą, że mam wziąć tego drugiego. Chociaż chyba niechętnie, obydwoje życzyliśmy sobie smacznego i zaczęliśmy jeść. Trochę porozmawialiśmy podczas posiłku, ale była to tylko niewielka wymiana zdań. Kocur wydawał się nawet ciekawy, ale chyba za mną nie przepadał. Może to dlatego, że dopiero dołączyłam i nic o mnie nie wie? Albo to po prostu kolejny kot, który stara się rozgryźć mój tok myślenia, ale mu się to nie udaje. To bardzo prawdopodobne, ale obydwa wydają mi się poprawne. Cóż...w końcu nikt nie wie co siedzi w głowie drugiego kota. Po posiłku Neitras narysował na piasku mini mapę terenów po czym powiedział, że musi iść się o coś spytać alfę. Kiedy poszedł, położyłam się na środku łączki i spojrzałam w niebo, które pokrywało coraz to więcej kolorów.
Pełny żołądek i miejsce do którego aktualnie należę oraz towarzysz, czego można chcieć od życia więcej? Chyba tylko przyjaciół lub kogoś kogo można by nazwać "rodziną", jedynie tego mi brakuje. Będę musiała poznać wszystkie, a przynajmniej część kotów ze stada i nauczyć się ich imion. Takie życie mi się chyba podoba. Po kilku minutach leżenia usłyszałam odgłos płynącej wody. Wstałam i lekko ruszyłam uszami. Miałam zamiar iść w jej kierunku, ale przed tym rozmazałam piasek na którym była mapa. Co by się stało, gdyby wróg zobaczył mapę? Na pewno nic dobrego. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę tamtego odgłosu. Robiło się już coraz to ciemniej i ciemniej, aż w końcu nastał zmrok. Dopiero wtedy dotarłam do źródła dźwięku, którym okazało się być jezioro łez. W nocy wyglądało to naprawdę pięknie. Usiadłam na brzegu i spojrzałam w taflę wody, na której odbijało się nocne niebo, gwiazdy i wielki, przepiękny księżyc. Nim się zorientowałam zaczęłam nucić piosenkę i wraz z kolejnymi słowami coraz to głośniej aż brzmiało to tak jak powinno. Kiedy kończyłam śpiewać usłyszałam złamanie się gałązki.
-Miło poznać.-Powiedziałam.
Następnie rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu szaraka, o którym wspomniał. Skoro wyczuł go z tej odległości to musi być dość doświadczonym myśliwym. Nie trwało długo, a zlokalizowałam uszate stworzenie, które za chwilę będzie wąchać kwiatki od spodu...albo raczej kicać po niebiańskiej łące jako duch, ponieważ jego ciało skończy w czyimś żołądku. Na jego znak ruszyliśmy za ową zwierzyną. Polowanie trwało zaledwie kilka minut i przy okazji złapaliśmy dwa "kicaje". Neitras wziął sobie tego nieco większego (chociaż obydwa były spore), a mi wskazał łapą, że mam wziąć tego drugiego. Chociaż chyba niechętnie, obydwoje życzyliśmy sobie smacznego i zaczęliśmy jeść. Trochę porozmawialiśmy podczas posiłku, ale była to tylko niewielka wymiana zdań. Kocur wydawał się nawet ciekawy, ale chyba za mną nie przepadał. Może to dlatego, że dopiero dołączyłam i nic o mnie nie wie? Albo to po prostu kolejny kot, który stara się rozgryźć mój tok myślenia, ale mu się to nie udaje. To bardzo prawdopodobne, ale obydwa wydają mi się poprawne. Cóż...w końcu nikt nie wie co siedzi w głowie drugiego kota. Po posiłku Neitras narysował na piasku mini mapę terenów po czym powiedział, że musi iść się o coś spytać alfę. Kiedy poszedł, położyłam się na środku łączki i spojrzałam w niebo, które pokrywało coraz to więcej kolorów.
Pełny żołądek i miejsce do którego aktualnie należę oraz towarzysz, czego można chcieć od życia więcej? Chyba tylko przyjaciół lub kogoś kogo można by nazwać "rodziną", jedynie tego mi brakuje. Będę musiała poznać wszystkie, a przynajmniej część kotów ze stada i nauczyć się ich imion. Takie życie mi się chyba podoba. Po kilku minutach leżenia usłyszałam odgłos płynącej wody. Wstałam i lekko ruszyłam uszami. Miałam zamiar iść w jej kierunku, ale przed tym rozmazałam piasek na którym była mapa. Co by się stało, gdyby wróg zobaczył mapę? Na pewno nic dobrego. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę tamtego odgłosu. Robiło się już coraz to ciemniej i ciemniej, aż w końcu nastał zmrok. Dopiero wtedy dotarłam do źródła dźwięku, którym okazało się być jezioro łez. W nocy wyglądało to naprawdę pięknie. Usiadłam na brzegu i spojrzałam w taflę wody, na której odbijało się nocne niebo, gwiazdy i wielki, przepiękny księżyc. Nim się zorientowałam zaczęłam nucić piosenkę i wraz z kolejnymi słowami coraz to głośniej aż brzmiało to tak jak powinno. Kiedy kończyłam śpiewać usłyszałam złamanie się gałązki.
<Neitras?>
✐ 432 słowa
+10 SK
sobota, 1 września 2018
Od Solaris CD. Neitrasa
Po chwili rozmowy, nowo poznany przeze mnie dziki kot prowadził mnie do
swojej alfy. Na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że jest panterą
śnieżną dodatkowo jest pewnie nieco starszy ode mnie. Nie znałam nawet
jego imienia. Po prostu szłam za nim. Po drodze wcześniejszy brak
polowania dał o sobie znać. Nie pamiętam nawet kiedy ostatnio jadłam,
chyba dwa albo trzy dni temu. Tak czy inaczej nie było to jakoś dawno
temu, prawdopodobnie. Burczenie żołądka niestety zwróciło uwagę owego
samca, który spojrzał na mnie trochę ze współczuciem oraz wyrozumieniem i
nieco kpiąco. Starałam się to nieco stłumić, a on szedł dalej. Próba
ucieczki lub ataku wydawała mi się bezsensowna. Już pomijając fakt, że
wszystko mi jedno. Byłam ciekawa jaka może być alfa tego stada. Teraz
moje myśli krążyły tylko wokół tego oraz o tym co upolować później. Było
już dość późno i nie wiedziałam ile jeszcze potrwa droga do alfy.
Samiec się nad czymś zastanawiał, ale dało się wyczuć, że pilnuje tego
czy nie wykonuję żadnych podejrzanych ruchów. W miarę upływu czasu
robiło się coraz ciemniej i chłodniej. Nagle ciszę przerwało jego
oznajmienie, że jesteśmy na miejscu i zawołanie alfy. Podeszła do nas
samica o białej sierści w szare kropki i nieliczne czarne paski. Miała
niebieskie oczy i naszyjnik z piórem na szyi. W blasku księżyca
wyglądała trochę jak jakiś posłaniec z niebios.
-To anioł?-Wymsknęło mi się.
Samiec i owa samica chyba lekko się zdziwili. Kocica nawet się uśmiechnęła. Rozbawiło ją to? Nie wiem, ale chyba tak.
-Nie, spokojnie. Jestem gepardem.-Odpowiedziała.
Zamieniła kilka słów z samcem, ale nie przysłuchiwałam się temu, a następnie gdzieś go wysłała i zwróciła się w moją stronę.
-Nazywasz się Solaris?-Spytała.
-Tak.-Odpowiedziałam.
Zadała mi jeszcze kilkanaście pytań, a na końcu pytanie czy nie chciałabym wstąpić do jej stada. Nie miałam nic przeciwko, więc dołączyłam do Stada Adamantium. Po chwili wrócił wcześniej widziany przeze mnie samiec.
-To anioł?-Wymsknęło mi się.
Samiec i owa samica chyba lekko się zdziwili. Kocica nawet się uśmiechnęła. Rozbawiło ją to? Nie wiem, ale chyba tak.
-Nie, spokojnie. Jestem gepardem.-Odpowiedziała.
Zamieniła kilka słów z samcem, ale nie przysłuchiwałam się temu, a następnie gdzieś go wysłała i zwróciła się w moją stronę.
-Nazywasz się Solaris?-Spytała.
-Tak.-Odpowiedziałam.
Zadała mi jeszcze kilkanaście pytań, a na końcu pytanie czy nie chciałabym wstąpić do jej stada. Nie miałam nic przeciwko, więc dołączyłam do Stada Adamantium. Po chwili wrócił wcześniej widziany przeze mnie samiec.
<Neitras?>
✐ 309 słów
+10 SK
piątek, 31 sierpnia 2018
Od Solaris- ,,Towarzysz''
Do stada dołączyłam niedawno. Nie znam tu prawie nikogo, więc pierwszym
pomysłem na jaki wpadłam było znalezienie towarzysza. Od alfy
usłyszałam, że może ona mi jakiegoś przydzielić albo mogę poszukać go
sama. Warunkiem jest tylko to, żeby był to smok. Gdzieś kiedyś
słyszałam, -ale nie pamiętam gdzie dokładniej- że smoki kochają złoto i
drogocenne kamienie oraz przedmioty, a skarby najlepiej szukać na plaży
albo w górach. W końcu gdzie skarb, tam bogactwo, a wraz z tym i smok
się znajdzie. Kopanie w piasku to raczej nie moja bajka, a podwodne
królestwo (o ile jakieś istnieje) nie jest moim marzeniem do
przeszukiwania. Prostą drogą eliminacji wybrałam pójście na poszukiwania
w góry. Znając życie poszukiwania będą trwały dość długo, no chyba, że
będę miała trochę szczęścia i szybko go odnajdę. Uznałam, że całe to
poszukiwanie w górach może być świetnym treningiem, więc postanowiłam
ograniczyć użycie moich mocy. Zadowolona ze swojego pomysłu ruszyłam w
stronę gór. Dotarcie tam zajęło ładnych kilka godzin i powoli nadchodził
zmrok. Podobno w górach nocą jest strasznie niebezpiecznie, ale mimo to
postanowiłam już zacząć poszukiwania. Całe szczęście, że jestem kotem
(chociaż dzikim) i widzę w ciemnościach. Nie było tu ani jednej ścieżki,
którą mogłabym pójść. Pełny survival. Postanowiłam przeszukać kamienne
ściany. Problem stanowiło jednak to jak mam znaleźć się po drugiej
stronie, czyli na górze obok, nie wpadając w przepaść je dzielącą. Dla
pewności wrzuciłam tam jakiś kamyk, ale nie usłyszałam odgłosu upadku.
Woda też tam raczej nie płynie. Kawałek dalej dostrzegłam wiszący most.
Nie wyglądał na bezpieczny, ale lepsze coś niż nic. Poszłam w jego
kierunku skacząc z jednej skały na drugą tak, żeby nie upaść. Dotarcie
tam zajęło mi dobrą chwilę, ale dopiero wtedy mogłam ujrzeć most, a
raczej jakąś strasznie niestabilną karykaturę mostu. Jego skład to
głównie kawałki drewna w nieregularnych odstępach i liny. Wtedy pojawiło
się w mojej głowie pytanie czy nie lepiej byłoby przelecieć na drugą
stronę. W tej samej chwili przypomniałam sobie o moim postanowieniu. Nie
i tyle. Wzięłam głęboki oddech i z czystym przerażeń ruszyłam przed
siebie. Na początku poruszałam się bardzo ostrożnie, ale kilka desek po
drodze albo się złamało, albo spadło. Każde takie zdarzenie odbijało się
niemal zawałem mojego serca. W połowie poczułam, że coś się dzieje z
linami. Właśnie w tej sekundzie, nie zważając na nic, pognałam prosto
przed siebie. Ledwo zdążyłam, a jedna z lin się zerwała. Nie będę mogła
już wrócić tą samą drogą. Rozejrzałam się dookoła. Była tam pozostałość
po starej kopalni. Mój czujnik skarbów zaczął pikać. Zawalone
przejście=była kopalnia=złoto i inne skarby=smok. Taki był mój tok
myślenia. Zanim pomyślałam, dzięki mocy zniszczenia rozwaliłam skały
obok. Nosz, do szarego jednorożca by to! Pokręciłam głową na swoje
własne zachowanie przy okazji zastanawiając się czy nie ułożyć tych
kamieni z powrotem na miejsce. Pomysł ten powstrzymał to, że w środku
ujrzałam śpiącego smoka.
-Kim jesteś?-Spytał jakby w myślach.
-Nazywam się Solaris, przybyłam tu, żeby ci zaproponować zostanie moim towarzyszem!-Krzyknęłam.
-Czemuż miałbym zostać towarzyszem wilka? Jaki w tym cel?
-Żaden! Nie sądzisz jednak, że byłoby ciekawiej niż siedzieć w jaskini po kres swoich dni?-Uśmiechnęłam się.
Smok wydawał się zaskoczony moją odpowiedzią. Wydawało mi się, że był poniekąd szczęśliwy.
-Niech będzie. Nazywam Avinash w skrócie, ale tylko dla ciebie, Avi.
-Miło mi cię poznać, Avi.-Podeszłam i dotknęłam go swoim czołem.
-Wzajemnie.-Dodał.
Może to tylko moja wyobraźnia, ale chyba się trochę zawstydził.
-Chodźmy. Zaprowadzę cię na tereny stada do którego należę i przedstawię alfie.
-Wygodniej będzie polecieć.-Dodał.
Wyszedł z "jaskini" i rozłożył skrzydła. Wystarczyło mu zaledwie kilka machnięć nimi, aby znalazł się wysoko na niebie. Skoro zdecydował wracać się w ten sposób...Odbiłam się od skały i doleciałam do niego.
-Lećmy zatem!
Leciałam kawałek przed nim. Alfie przedstawiłam go na następny dzień, ponieważ przez przypadek pomyliłam kierunki to droga zajęła nam znacznie dłużej. Avi od dziś oficjalnie jest moim smoczym towarzyszem i może uważam tak tylko ja, ale i przyjacielem.
-Kim jesteś?-Spytał jakby w myślach.
-Nazywam się Solaris, przybyłam tu, żeby ci zaproponować zostanie moim towarzyszem!-Krzyknęłam.
-Czemuż miałbym zostać towarzyszem wilka? Jaki w tym cel?
-Żaden! Nie sądzisz jednak, że byłoby ciekawiej niż siedzieć w jaskini po kres swoich dni?-Uśmiechnęłam się.
Smok wydawał się zaskoczony moją odpowiedzią. Wydawało mi się, że był poniekąd szczęśliwy.
-Niech będzie. Nazywam Avinash w skrócie, ale tylko dla ciebie, Avi.
-Miło mi cię poznać, Avi.-Podeszłam i dotknęłam go swoim czołem.
-Wzajemnie.-Dodał.
Może to tylko moja wyobraźnia, ale chyba się trochę zawstydził.
-Chodźmy. Zaprowadzę cię na tereny stada do którego należę i przedstawię alfie.
-Wygodniej będzie polecieć.-Dodał.
Wyszedł z "jaskini" i rozłożył skrzydła. Wystarczyło mu zaledwie kilka machnięć nimi, aby znalazł się wysoko na niebie. Skoro zdecydował wracać się w ten sposób...Odbiłam się od skały i doleciałam do niego.
-Lećmy zatem!
Leciałam kawałek przed nim. Alfie przedstawiłam go na następny dzień, ponieważ przez przypadek pomyliłam kierunki to droga zajęła nam znacznie dłużej. Avi od dziś oficjalnie jest moim smoczym towarzyszem i może uważam tak tylko ja, ale i przyjacielem.
<KONIEC>
Od Solaris
Rozejrzałam się dookoła siebie szukając czegoś zdatnego do jedzenia w
obrębie mojego wzroku. Niestety, wszędzie sama trawa i ewentualnie
kamienie. Promienie słońca też zaczynały mi już dokuczać. Zdecydowanie
lepszym pomysłem byłaby dalsza wędrówka w nocy, ale głód na noc niestety
nie poczeka. Westchnęłam i położyłam się na środku tej polany. Może w
końcu coś przyjdzie, cokolwiek byleby można łatwo to zabić.
Prawdopodobnie zamiast chodzić po polanie powinnam pójść szukać czegoś
do lasu albo próbować złapać ryby w morzu bądź jeziorze. Gdybanie nad
tym jednak nic mi nie da. Zamknęłam na chwilę oczy i wzięłam głęboki
oddech. W okolicy wyczułam kilka stworzeń, ale niepokoi mnie fakt, że
nie trzymają się w stadzie. Szybko więc wstałam i pobiegłam przed siebie
w stronę szumiącej wody. Pewnie przez przypadek weszłam na czyjeś
tereny, no pięknie. W kilka minut dobiegłam do słyszanej przeze mnie
wcześniej wody. Spojrzałam w jej taflę i zobaczyłam swoje odbicie.
Sierść strasznie mi się potargała, w dodatku brudna od piasku i kto wie
czego jeszcze? Nawet pomimo mycia się językiem. Wskoczyłam do wody
trochę popływać. Dno było nieco bardziej płytkie niż myślałam.
Skorzystałam z okazji, żeby się umyć. Po jakimś czasie wyszłam na trawę.
Za pomocą języka i wiatru szybko wysuszyłam sierść i ją ułożyłam.
Powoli słońce zaczynało już zachodzić i nastawać noc. Idealna pora na
polowanie, przynajmniej według mnie. Jednak kiedy zamierzałam już iść
poczułam czyiś wzrok na sobie. Lekko nastroszyłam sierść i spytałam:
-Kim jesteś?
-Kim jesteś?
<Ktoś?>
✐ 236 słów
+5 SK
Solaris!
Pseudonim: Sol, Sól, Risa
Wiek: 2,5 roku
Płeć: Samica, nie widać?
Stopień: Początkująca
Gatunek: Puma
Głos: Sylwia Banasik
Stanowisko: Obrońca
Charakter: Jest raczej dziwną pumą. Często ma problemy z decyzją, jest uparta kiedy
coś postanowi, ale nie znaczy to, że nie bierze zdań innych pod uwagę.
Kocha, opiekuje się i troszczy o wszystkich, których uważa za swoją
"rodzinę", dla niej nie liczą się więzy krwi, a relacje. Jest dość
inteligentna i sprytna, pełna tajemnic. Jej zamiary nie zawsze są znane.
Lubi obserwować innych. Jest w miarę miła, ale wkurzanie jej nie jest
dobrym pomysłem. Zawsze ma pełno nowych i ciekawych pomysłów.
Postanowiła już dawno temu, że obroni wszystkich nawet za cenę swojego
życia. Za swoją "rodzinę" wskoczy nawet w nigdy niegasnący ogień
piekielny. Jest wierna i oddana swoim obowiązkom. Nigdy nie porzuca raz
obranej przez siebie ścieżki. Uwielbia też żartować, ma dość ciekawe i
specyficzne poczucie humoru. Nie wiadomo czy jest bardziej optymistką
czy pesymistką. Ma jednak swoje wady, pokłada za dużo emocji we wszystko
co robi, ale kiedy trzeba jej serce i charakter zmieniają się nie do
poznania. Jest zimna jak lód, sadystka nieznająca litości wobec wrogów.
Ma czasem zmienne nastroje, nie łatwo ją wkurzyć, ale jest to możliwe.
Co jeszcze? Jeśli ktoś chce ją bardziej poznać to niech napisze i sam
się przekona jaka ona naprawdę jest.
Żywioł: Powietrze, Zniszczenie
Moce:
✧Może latać bez skrzydeł
✧Potrafi zmieniać pogodę (może za pomocą wiatru przegonić jak i zagonić chmury w określone miejsce nieba)
✧Umie tworzyć falę wiatru
✧Potrafi zmienić stężenie powietrza
✧Oddycha pod wodą ( w wodzie jest powietrze, jej płuca dzięki mocy powietrza nie wypuszczają wody tylko samo powietrze)
✧Może zniszczyć wszystko czego tylko dotknie
✧Może zniszczyć więzi
✧Może być bez problemu wywalona nawet w próżnię kosmiczną bez tlenu i to przetrwa (wiąże się to trochę z żywiołem powietrza)
✧Umie zniszczyć obiekty wzrokiem, tak daleko jak sięga jej wzrok
✧Zniszczenie powoduje rozpad obiektu martwego jak również istot żywych
Partner: Szuka kogoś, kto będzie potrafił roztopić lód w jej sercu
Rodzina: No z wody i piasku nie powstała, ale rodziny nie pamięta. Wie
tylko, że miała albo ma brata bliźniaka aczkolwiek nie pamięta jego
imienia.
Młode: Może kiedyś
Historia: Niewiele pamięta. Jakiś czas temu obudziła się na skalnej
polanie w górach (coś jak polana tylko same kamienie). Była lekko
poobijana i nie pamiętała praktycznie nic, a próba przywołania pamięci
kończyła się strasznym bólem głowy. Sama doszła do wniosku, że pewnie
zniszczyła coś ważnego. Płakała i krzyczała tak głośno jak tylko się
dało przez trzy dni. Po tym czasie, kiedy emocje opadły wstała i
pobiegła przed siebie. Jej wędrówka trwała przez dłuższy czas aż w końcu
napotkała Stado Adamantium i postanowiła dołączyć w nadziei, że tu
znajdzie "rodzinę", która ją zaakceptuje
Ciekawostki:
✧ Czasem boi się samej siebie do stanu, w którym wymiotuje na samą myśl o tym
✧ Płacze krwią
✧ Ma zaburzenia snu, ale się do tego nie przyznaje.
✧ Lubi jeść kwiaty.
✧ Nie lubi być budzona
✧ Czasem lubi śpiewać, ale się tego wstydzi
✧ Woli chronić niż być chronioną
✧ Ma lekki lęk wysokości, ale o ironio, kocha latać i spać na chmurach burzowych
Właściciel: piorrek
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szablon
Karou
Royalog
Royalog
