sobota, 2 września 2017

Od Alas'a-C.d. Luny

-Czym się zajmujesz w stadzie?- spytałem
-Zostałam wojowniczką- odpowiedziała Luna- A ty?
-Jestem szamanem- powiedziałem, co chwila widziałem nowe miejsce, tereny stada były bardzo rozległe. W końcu zrobiliśmy sobie przystanek, chwila przerwy nigdy nikomu nie zaszkodziła. Znajdowaliśmy się w miejscu które zwie się Tęskne Wodospady. Woda w tym miejscu jest słodka i chłodna co sprawia że jest idealna do picia. Wziąłem kilka łyków wody, usiadłem obok Luny. Znów panowała nieprzyjemna cisza, nie było żadnego ciekawego tematu do rozmowy.
-Jak tu trafiłeś?- spytała nagle tygrysica
-Można powiedzieć że uciekłem z domu i jestem- powiedziałem krótko
Szum wodospadów był naprawdę uspokajający, gdybym był sam najchętniej uciąłbym sobie drzemkę, ale zważając na towarzyszkę tego nie zrobiłem. Ziewnąłem przeciągle.
-Przepraszam- mruknąłem
Luna zachichotała, w sumie nie wiem dlaczego, ale postanowiłem nie zawracać sobie tym głowy. Zaczęło się ściemniać, gdyby to był środek lata to słońce nie miałoby zamiaru chować się za horyzontem. Jesień się zbliża, czuć to po zmianie temperatury i widać po czerwieniejących liściach.

Luna?

✐ 161 słów
+5 SK

Od Chary (Do Alas'a)

Byłam akurat na spacerze, kiedy poczułam pierwsze krople deszczu na futrze. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam bardzo ciemne chmury na niebie. "Chmurki" i to, że z każdą sekundą deszcz padał coraz silniej, świadczyło o tym, że zapowiadało się na niezłą ulewę jeśli nie burzę. Wielka błyskawica przecięła niebo. Czasami nie cierpię mieć racji. Chwilę później usłyszałam donośny grzmot. Chyba niezbyt mądrym pomysłem byłoby nie znaleźć sobie schronienia. Całe szczęście, że kilka metrów dalej zauważyłam jaskinie. Nie przepadam za nimi, ale jeśli miałabym wybierać trafienie piorunem, a wejście do środka - oczywiście wybieram to drugie. Weszłam rozglądając się niepewnie. Nikogo na szczęście nie było.
Jaskinia była szeroka na około cztery metry i długa na około dziewięć. W każdym razie mimo, że nie było zbyt jasno gdyby ktoś dobrze się przyjrzał zobaczył by nawet sam jej koniec. Ułożyłam się przy ścianie i zaczęłam wylizywać przemoczoną sierść. Leżałam tak przez dobry kawałek czasu słuchając odgłosów burzy, kiedy nagle do jamy wszedł inny kot. Nie zauważył mnie. Zaczął otrzepywać się z wody - głównie swoje skrzydła. Przyglądałam mu się przez chwilę, do momentu gdy nasze oczy się spotkały. Odskoczył do tyłu, zaskoczony.
- Ahh. Przepraszam nie wiedziałem, że ktoś tu jest.
Pokręciłam głową.
- Też chcesz ukryć się przed burzą? Nie przejmuj się mną. Ta jaskinia pomieści kilka kotów. Nie mogę przecież jej mieć tylko dla siebie...
Westchnął cicho z ulgą.
- Nie będę ci przeszkadzać, tak?
Znowu pokręciłam głową.
Położył się kilka metrów ode mnie.
- Jesteś ze stada, prawda? - zapytałam.
- Aha. Nazywam się Alas. A ty?
- Chara.
- Miło mi cię poznać - uśmiechnął się. Trochę nieśmiało.
- Nawzajem - odwzajemniłam uśmiech. Mój był trochę krzywy. Nigdy nie potrafiłam się ładnie uśmiechnąć. No chyba, że mój uśmiech nie wyrażał radości lub po prostu miałam ochotę kogoś przestraszyć i uśmiechałam się w creepy sposób.
Że też ktoś cieszy, że mnie spotkał. Pewnie mu przejdzie jak pozna mnie trochę lepiej. Czasem trudno mnie znieść. Chyba, że to tylko jednorazowe spotkanie... Taka opcja też przecież istniała.
- Ej, Chara spójrz! Chyba powoli przestaje.
Faktycznie. Już od dłuższego czasu nie słyszałam grzmotów, a deszcz nie padał tak obficie. Ciekawe co Alas zrobi jak przestanie padać? Ja nie miałam żadnych planów. Pewnie jak zwykle będę się szlajać po terenach stada bez celu. Typowa ja.
Westchnęłam cicho.
- Hm? Coś się stało? - zapytał zmartwiony.
- Nic. Po prostu nie mam co ze sobą zrobić...
Przez chwilę zastanawiał się po czym powiedział:
- ...

<Alas?>

✐ 410 słów
+10 SK

Od Heroine (Do Cziki)

Biegłam przed siebie przez las, który wydawał się nie mieć końca. Byłam przerażona, głodna i obolała, a tego faktu nie polepszało to, że poczułam zapach obcych kotów. Cóż - raz się żyje. Postanowiłam mimo wszystko zbliżyć się do tego zapachu. Bałam się jeszcze bardziej, bo przecież nie wiadomo jak oni zareagują. Zapach był już bardzo mocny, byli blisko. Postanowiłam się zatrzymać, więc usiadłam. Nagle krzaki koło mnie zaszeleściły, a po chwili wyszła z nich biała samica z cudowną grzywą. Nastroszyłam sierść.
- Kim jesteś? - zapytała.
- A co to za różnica? - nie byłam zbyt miła i nie kwapiłam się, aby to zmienić.
- Spokojnie, nic ci tu nie grozi...
Może ma racje? Może źle reaguję? Mimo wszystko coś kazało trzymać mi dystans. Wydarzenie, które miały miejsce jakiś czas temu mocno się na mnie odbiły. Już nie byłam tą radosną Heroine, nie byłam już tak ufna. Jeszcze kilka dni temu miałam wszystko, a teraz? Teraz nie mam nic, jestem na dnie.

<Czikełeł?>

✐ 162 słowa
+5 SK

Ross!

Imię: Ross
Pseudonim: Rosrabiaka, Rospalony, Roy lub Roo.
Wiek: 2 lata
Płeć: A co, nie widać? Samiec...
Stopień: Początkujący.
Gatunek: Lew
Głos: OneRepublic
Stanowisko: Paladyn
Charakter:  Ross zwykle był takim małym rozrabiaką, coś chyba zostało mu z młodości. Czasem przywołuje czasy dzieciństwa i nie ma mu równych.  Poważny kiedy trzeba, nie mówi za dużo ale i nie za mało. Jest mądry i uroczy na swój sposób. Ciekawość jest jego dominującą cechą, to co nieodkryte ...musi zaczekać aż Ross to odkryje. Będąc młodym , wiedział już za dużo. Teraz, wie jeszcze więcej...no i nadal chce odkrywać nowe rzeczy i wyspy. Mimo swojej ciekawości, nie docieka już tak z pytaniami do innych jak kiedyś. Potrafi się opanować i jest dość spokojny. Czasami gra na nerwach, ale kiedy ktoś usiłuje to zrobić, nie udaje mu się. Posługuje się perfidią, ale to tylko dla samców których nie lubi. Przezorny, miły, pomocny, dzielny, żartobliwy, życzliwy, łagodny, podejrzliwy i czasami dość dziki-jak to lew.
Żywioł: Dusza & Elektryczność
Moce:

✧Potrafi przywołać duchy i nad nimi panować.
✧Kiedy użyje więcej mocy udaje mu się wejść w ciało innych-zamiana dusz.
✧Wir dusz.
✧Bez duch-niebezpieczny dla innych.
✧Czerwony gniew, purpurowy ból i szkarłatna agonia -używa je w ostatecznych walkach.

✧Potrafi zmienić się w wiązkę elektryczności.
✧Jego grzywa często bywa elektryczna, jak i ogon.
✧Porażenie prądem- które jest czasem zabójcze.
✧Elektro kineza.
✧Elektryczna tarcza.

Partnerka: Chyba ma na któraś chrapkę-ale nie zdradzi na którą. Musi ją poznać...
Rodzina: Matka-Electra, Ojciec-Doil, Rodzeństwo- Mailo, Sakura.
Młode: -
Historia: Był najmłodszym synem Electry i Doil'a, miał powodzenie wśród wielu samic. Właśnie to było problemem, on nie zwracał na nie zbyt dużej uwagi. Był ciekawski i wolał podróżować, odkrywać i dowiadywać się dosłownie wszystkiego. Pewnego dnia Mailo-jego brat który był najstarszy z miotu miał dość jego ,,sławy''. Powiedział mu że za tymi górami jest nowe życie, piękne tereny które czekają na odkrycie. Ross kochał swojego brata i nie wiedział że on go tylko podpuszcza. Powiedział rodzinie że będzie ich odwiedzał kiedy będzie w podróży i odszedł. Za górami czekało na niego rozległe bagno, ale jego ciekawość była tak wielka że skręcił za wodospadem który był zwany ,,Tęczowym'' i dotarł po długim czasie do SA gdzie zabawił na długo...bardzo długo.
Właściciel: steelstillmen@gmail.com

Still!


Imię: Niektórych może to nieźle zdziwić, ale ten samiec ma na imię Still
Pseudonim: Till, Savio, Steel lub Stiv.
Wiek: 4 lata
Płeć: Hmmm *sprawdza*, wydaje mi się że to 100% samiec. 
Stopień: Początkujący.
Gatunek: Jaguar
Stanowisko: Paladyn
Charakter: Still to dość miły jaguar, dla samic prawdziwy dżentelmen. Uparty z niego samiec, choćby nie wiem co postawi na swoim-ma swoje zdanie którego nie zmieni nawet gdyby się mylił koniec i kropka. Władczy charakter, potrafi się doskonale zorganizować jak i sterować innymi. Skromny, lojalny i bardzo rozsądny. Zanim coś zrobi, przemyśli to dziesięć razy co czasem nie wychodzi na dobre. Bardzo dobrze czuje się w tłumie i gromadzie, czasem się wywyższa. Z chęcią pozna nowych członków-bardzo przyjazny. Uważna na nowe znajomości, ale bez przesady. Wie że będzie wierny jednej jedynej samicy którą pokocha. Kieruje się swoją intuicją, która jest niezawodna i doskonale rozwinięta. Wredny tylko w stosunku do wrogów lub osób które nie są miłe dla samic i całego stada które jest jego rodziną. Posługuje się czasem sarkazmem, wyrozumiały, wytrzymały i zwinny. No i jak mówi jego imię, gatunek i przezwiska-Jest on dość umięśnionej budowy. 
Żywioł: Metal & Burza
Moce:

✧Potrafi zmienić się w każdy rodzaj metalu, wtedy on pokrywa jego ciało. Jakby staje się takim metalowym jaguarem.
✧Tworzy zbroje, bronie dla siebie lub dla kogoś.
✧Ma metalowe kły i pazury.
✧Tworzy klatki z metalu.
✧Każdego potrafi zmienić w metalowy posąg, właściwie to wszystko potrafi zmienić w metalowe.

✧Panuje nad burzą jak i deszczem.
✧Pioruny się go słuchają-strzela nimi z łap jak czasem z oczu.
✧Huk grzmotu.
✧Czasem udaje się mu wejść na piorun prosto do chmur. 
✧Jest szybki jak błyskawica.

Partnerka: Może coś z tego będzie?! Niby z czego? Z szukania! Ale mówią że miłość jest ślepa. Ahh: ,,Więc jak ja mam ją znaleźć?''
Rodzina: Nigdy nie poznał swoich prawdziwych rodziców, ale gepardzica imieniem Lidia była jego przybraną matką. Teraz sam nie wie gdzie ona jest. 
Młode: Eee, nie! Aktualnie nie! 
Historia: Urodził się jak każdy z Nas, ale kiedy otworzył oczy nie zobaczył samicy swojego gatunku. Była to opiekuńcza gepardzica, która nie mogła mieć dzieci. Opowiedziała jak znalazła go w koszyku na wodzie i poczuła że jest niezwykły. Wiedli życie wędrowców. Kiedy on skończył trzy lata Lidia kazała mu się odłączyć i szukać szczęścia. Nie chciał jej zostawiać, ale ona gdzieś mu zniknęła. Chodził tak rok aż znalazł Stado Adamantium. 
Właściciel: steelstillmen@gmail.com

piątek, 1 września 2017

Samael!

Imię: Samael
Pseudonim: Dla bliskich Sam.
Wiek: 4 lata
Płeć: Samiec/Lew
Stopień: Początkujący
Gatunek: Lew
Stanowisko: Paladyn 
Charakter: Odwaga i honorowość to jego dwie najważniejsze cechy. Nie cofnie się przed niczym. Zawsze staje dzielnie przed każdą sytuacją którą postawi przed nim życie. Zna swoją wartość i nie pozwala sobą pomiatać. Dzięki swojej ciężkiej pracy osiągnął naprawdę dużo sam i nikt nie może mu tego wytknąć, że było inaczej. Samael ma swoje marzenia i cele, do których dąży za wszelką cenę. Kieruje się powiedzeniem "do celu po trupach". Szczery aż do bólu. Jeśli wie, że ma rację i leży to w intencji całego stada nie będzie siedział cicho. Na ogół zazwyczaj jest miły i niezwykle pomocny. Za chamstwo zawsze odpłaca chamstwem. Nie szanujesz go i poniżasz to nie licz na taryfę ulgową. Lew jest pamiętliwą istotą. Nawet po kilku latach może Ci wypomnieć wszystko, co mu zrobiłeś w przeszłości. Potrafi być naprawdę agresywny. W napadach szału rzuci się na każdego. Niestety nie pomaga mu w tym fakt, że pokochał walkę jak własną rodzinę. Bez problemu stanie do walki o każdej porze dnia i nocy. Należy pamiętać, że Sam jest tylko zwykłym lwem, miewa swoje lepsze i gorsze dni. Szybko się uczy i przystosowuje do nowych sytuacji. Sprawnie maskuje wszystkie emocje z wyjątkiem gniewu. Samiec zdecydowanie nie należy do typowych podrywaczy. Jeśli wpadnie w oko jakiejś samicy, a ona mu nie to mówi się trudno. Nie będzie udawał, że kogoś kocha aby nie zrobić komuś przykrości. Potrafi sprawnie posługiwać się tak zwaną gwarą podwórkową. Perfekcyjnie radzi sobie z działaniem pod presją czasu. Niezwykle silny psychicznie, nie robią na nim wrażenia nawet największe obelgi czy docinki.
Żywioł: Umysłu i ziemi.
Moce:
✧Nikt nie wie dokładnie jak nazwać tą moc, nawet sam Samael. A dokładniej jego ciało pokryte jest czymś w rodzaju tarczy. Jest ona nieprzepuszczalna dla innych mocy które ingerują w jego ciało i umysł. Żadne czytanie w myślach, mieszanie w jego wspomnieniach przez innych, sterowanie jego ciałem i tym podobne rzeczy nie wchodzą w rachubę. Moc ta działa ciągle, nikt nie jest wstanie jej obejść czy złamać. Nawet sam lew nie wie jak ją przerwać.
✧Podczas pojedynku Samael czerpię energię swojego przeciwnika. 

✧Potrafi wytworzyć trzęsienie ziemi od tych najmniejszych po te katastrofalne.
✧Tworzenie przed sobą góry czyli tarczy 
✧Jeśli się skupi potrafi stworzyć ruchome piaski, najczęściej robi je pod swoimi przeciwnikami.
✧Wytwarza skalne płyty na których może jeździć lub też różnych udogodnień w postaci schodów lub tego typu rzeczy.
✧Kiedy naprawdę się skupi lub wpadnie w szał może całkowicie zmieniać ukształtowanie terenu. W tym drugim przypadku nie panuje nad tym.

Partnerka: Ciągle poszukuje swojej drugiej połowy. 
Rodzina: Kira- matka, Urki- ojciec, Kali i Mia - rodzeństwo. Wszyscy poza stadem.
Młode: Brak.
Historia: Urodził się setki kilometrów stąd w stadzie lwów. Ojciec był generałem, a matka medyczką. Jest najstarszym potomkiem Urkiego i Kiry. Od najmłodszych lat ciągnęło go do walki. Ojciec dodatkowo zachęcał go do tego i uczył panowania nad mocami. Nie było praktycznie dnia aby samce nie spędzały kilku godziny na treningach. Powodem tego były ciągłe starcia z sąsiednimi stadami. 
W końcu jednak niepewne czasy się skończyły i wybuchła wojna. Wieloletni sojusznicy odwrócili się od nich i zawarli porozumienia z ich wrogami. W konsekwencji czego wybito praktycznie całe stado. Niedobitków wzięli do niewoli. Samiec spędził tam dwa lata. Rok temu udało mu się uciec. Nie chce rozmawiać o tym co wtedy się z nim działo. Jest to dla niego zbyt bolesny temat. Przez ten cały czas błądził po świecie szukając swojego miejsca na nim i jakoś godząc się ze swoją przeszłością. Tak trafił tutaj.
Właściciel: Red Women (howrse)

Od Zoltan'a-C.d. Luny

Dość niedawno tutaj dołączyłem a znałem już prawie wszystkie tereny. Nie dlatego że jedna z samic mnie oprowadziła, dzięki Alfie wyrobiłem sobie lepszy zmysł orientacji. Ile już tych treningów było? Nie wiedziałem że Czika jest aż tak...władcza, mądra i sprawna fizycznie. Ale pokazała ostatnio na co ją stać, nadaje się na szpiega mimo że ma to jej ubarwienie. Które sprawia że pewnie interesują się nią samce. Patrolowałem tereny ostatniej nocy razem z Evil, Alfa miała inne plany. Przespałem się tylko trochę i zacząłem łazić po terenach. Sam nie wiem czego szukałem, może nowej przygody albo jakiejś znajomości. Wiedziałem że nie będzie to trudne z moim podejściem. Poczułem wyraźny zapach jednej z samic, nie przejmowałem się tym wcale. Ale kiedy wylądowała przede mną torując mi drogę, miałem pewne zastrzeżenia. Stanęła przede mną pewna anielica o białych skrzydłach. Tak, można to tak ująć. Tygrysica przywitała się, była szara w czarne pasy. Jak każda samica nosiła ozdóbki gdzieniegdzie. Zdziwiłem się widząc te na skrzydłach.
-Siemka.-odparłem wypinając dumnie pierś. -Mam na imię Zoltan, a Ty to?-zapytałem poprawiając grzywę.
-Luna.-przedstawiła się.
-Od dawna tutaj należysz? -zapytałem.
Machnąłem ogonem siadając na trawie, było gorąco ale wyglądało jakby zaraz miało lunąć. Westchnąłem spoglądając na chmury.

(Luna?)

✐ 198 słów
+5 SK


Od Sevena-C.d. Alas'a

Przechadzałem się po terenach stada. Były strasznie rozległe. Swoją wielkością, przewyższało Stado mojego ojca... Wzdrygnąłem się na samą myśl o tym obrzydliwym kocie. Nigdy nie zapomnę tego co mi zrobił.
Przymknąłem oczy czując wiatr, który smyrał mój pysk. Przyznam, że lato w tym roku było wyjątkowo ciepłe, ale wietrzne.
***
Powolną, ale bardzo przyjemną wędrówkę, przerwało mi coś, albo raczej ktoś, kto chrapał. Zmarszczyłem brwi. Chciałem znaleźć źródło hałasu, bo hej! Poznam w końcu kogoś. No nie licząc Cziki.
Chodząc dookoła, zaszedłem na górę, w okolicach wodospadu. Moim oczom ukazała się postać pantery śnieżnej. Strzelam, że ma żywioł powietrza - posiadała skrzydła. Zacząłem się skradać w jej stronę. Na moje nieszczęście, pantera zaczęła się budzić. Wciągnąłem powietrze, by nie wypuścić żadnego dźwięku.
Zaczęła się rozglądać - na szczęście - nie zauważyła mnie.
Podszedłem jeszcze bliżej, prawie ją dotykając.
Odwróciła głowę prawie zderzając się ze mną nosem.
- Łał - krzyknęła zduszonym głosem. - A tak ogólnie to dzień dobry.
Zmrużyłem oczy, lustrując postać bacznym wzrokiem. Nie wyglądała na jakąś groźną.
- Hej, Seven jestem. Miło mi Cię poznać. - wyszczerzyłem się podając łapę.
- Alas. - uciął krótko samiec, i przytaknął głową z uśmiechem. Czuję, że się polubimy.
- Co Cię przywiało aż na górę Loud? - zapytałem siadając koło Alas'a.
- Po prostu skrzydła mnie tu przyniosły. - odparł, wskazując na białe, nakrapiane skrzydła.
Sądzę, że nasza znajomość nie skończy się tak szybko.

<Alas?>

✐ 234 słowa
+5 SK

Od Luny-C.d. Alas'a

Przechadzałam się po terenach i poczuła nieznajomy mi zapach poszłam w miejsce z nad dobiegał zapach zauważyłam jakiegoś kota. Zaczęłam się skradać tak aby mnie nie zauważył, po chwili pojawiłam się tuż przed nim. Wyrwało mu się ciche ,,łał’’.
-A tak ogólnie dzień dobry- przywitał się nieznajomy.
-Witaj - przywitałam się również z nieznajomym
-Jestem Alas- przedstawił się po chwili
-Jestem Luna miło mi Cię poznać - odparła patrząc z uśmiechem na nowo poznanego.
-Również mi miło - powiedział z lekkim uśmiechem
-Jesteś jednym z nowych członków?- zapytałam Alas'a
-Tak- odpowiedział zwięźle.
-A więc taka podstawowa czynność, chodź oprowadzę cię po terenach- powiedziałam z uśmiechem i ruszyłam w drogę
-Dobrze- odpowiedział samiec i ruszył za mną, ruszyliśmy zwiedzać tereny.
Po chwili dynamicznego marszu byliśmy już na pierwszym z punktów podróży. Powiedziałam jego nazwę a mój towarzysz rozglądał się z zaciekawieniem. Droga trwała w ciszy zastanawiałam się jaki temat by można zaproponować, nie musiałam się dłużej nad tym zastanawiać bo Alas powiedział ...

<Alas?>

✐ 162 słowa
+5 SK

Od Daenerys-C.d. Druga

Ten dzień, wbrew moim niezbyt optymistycznym przewidywaniom, nie okazał się tak wyczerpujący fizycznie, jak ostatnie. Pod koniec dnia, gdy słońce już znikało za koronami drzew, stwierdziłam, że zapasy ziół leczniczych były już na wyczerpaniu, a z wyruszeniem po te najpotrzebniejsze nie można było zwlekać ani chwili. Gdy chciałam pogadać o tej sprawie z Blue, okazało się, że pochłonięty był pracą, a że niespecjalnie uśmiechało mi się zastępowanie go w tym po swojej ciężkiej zmianie, której skutki w postaci wyczerpania fizycznego nadal trwały, to postanowiłam podjąć się lżejszego obowiązku. Niestety, pożądane przeze mnie zioła uśmierzające ból pozostawały poza zasięgiem terenów stada, przez co musiałam powiadomić Alfę o konieczności wybrania się poza terytorium SA, ewentualnie zapytać się o jej zgodę na wyprawę, choć wiedziałam, iż raczej nie będzie miała nic przeciwko.
Wstąpiłam do jaskini przywódczyni, od razu kierując się w stronę, skąd dochodził intensywny zapach Cziki.
- Czika - zaczęłam, niezbyt oficjalnie, jako iż do moich preferencji zdecydowanie nie należały oficjalne zwroty, ani wyraźne oddawanie szacunku osobom, nawet na takowy zasługującym. - Mam do ciebie sprawę. - Widząc, że gepardzica nie była zajęta i wstała ze swojego łoża, zachęcająco kiwając głową, kontynuowałam: - Pilnie muszę pójść odnaleźć zioła lecznicze, które znaleźć mogę tylko poza naszymi terenami.
Alfa już otwierała pysk, by mi odpowiedzieć, kiedy doszła do nas woń wilka. Z niesmakiem zmarszczyłam nos. ,,Co tu robi wilk?", pomyślałam, niespecjalnie zadowolona z jego obecności w pobliżu, jednak nie dawałam tego po sobie poznać ani wtedy, gdy nieukrywająca zaskoczenia Czika spojrzała na mnie, ani wtedy, kiedy do jaskini wkroczył ów wilk. Dodatkowym zaskoczeniem było to, że u jego boku szedł samiec pantery śnieżnej. Oczywiście wszystko to wywnioskowałam jedynie po zapachu, gdyż nie mogłam ich zobaczyć, skoro oddzielała nas kamienna ściana.
- Alfo Cziko? - usłyszałyśmy głos należący do jednego z przybyszy.
- Beta sąsiedniej watahy - przedstawiła mi ów wilka szeptem Czika, nim truchtem zbliżyła się do przybyszy. Przysunęłam się ku krawędzi ściany, pozostając w cieniu, poza zasięgiem ich wzroku, podczas gdy ja miałam na nich dobry widok, mogąc z ukrycia przyglądać się poczynaniom całej trójki. Nie zmieniło to faktu, że i tak zapewne wiedzieli już o mojej obecności, o ile byli na tyle roztargnięci, by użyć swoich nozdrzy do wyłapania zapachu jeszcze jednego kota prócz Cziki.
Uniosłam jedną brew, widząc, jak przedstawiciel pantery śnieżnej z nieukrywaną dezorientacją przeskakuje spojrzeniem od Cziki do Bety jakiejś tam, najwidoczniej pozostającej w dobrych stosunkach z naszym stadem, watahy. No dobrze, może to widać, może nie, ale, przyznaję, że kryję w sobie uraz do wilków i nimi szczerze gardzę...
Basior odezwał się jeszcze, z tymi słowami przekazując panterę Czice, a po tym, jak mu podziękowała - odszedł.
- Jak ci na imię? - zwróciła się do kota przyjaznym głosem.
- Drug. - ,,Cóż, warto wiedzieć...", skwitowałam w myślach, wzdychając cicho. Chciałam jak najszybciej ruszyć na poszukiwanie tych ziół, a zmuszona zostałam marnować czas na przysłuchiwaniu się formalnościom przy rekrutowaniu nowych kotów! Poniekąd zainteresowała mnie jednak dalsza wypowiedź samca: - Ale serio... Żeby bratać się z wilkami? - ,,Oh? Czyżby z jakiegoś powodu też niezbyt przepadał za tymi zapchlonymi kłębami futra?", zadałam samej sobie pytanie.
Usłyszałam cichy śmiech gepardzicy, która zwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Zajmij się nim, proszę. - Po czym dodała już nieco ciszej: - Możesz go zabrać ze sobą na zbieranie ziół.
Kiwnęłam głową na znak zgody, westchnęłam cierpiętnico, ale tak, by nikt poza mną tego nie usłyszał, a następnie wyłoniłam się zza skały, podchodząc wprost przed samca.
- Drug. - Po raz kolejny usłyszałam jego imię, jednak nie zwróciłam mu uwagi na to, że nie musiał się już przedstawiać. Zamiast tego, zrobiłam to samo.
- Daenerys. A teraz... chodź za mną, będziesz mi towarzyszył poza terenami stada, później znajdziesz sobie kogoś, kto cię oprowadzi po naszym terytorium - oznajmiłam, poniekąd oznajmiając mu tym samym, że nie miałam i raczej nie będę miała ochoty pełnić roli przewodniczki i wybierać się na wycieczkę krajoznawczą. Spokój, cisza i samotność wystarczą mi do szczęścia, nie ponadprogramowe towarzystwo obcych panter śnieżnych... prawda?

<Drug?>

✐ 665 słów
+15 SK
Szablon
Karou
Royalog