Ten dzień, wbrew moim niezbyt optymistycznym przewidywaniom, nie okazał
się tak wyczerpujący fizycznie, jak ostatnie. Pod koniec dnia, gdy
słońce już znikało za koronami drzew, stwierdziłam, że zapasy ziół
leczniczych były już na wyczerpaniu, a z wyruszeniem po te
najpotrzebniejsze nie można było zwlekać ani chwili. Gdy chciałam
pogadać o tej sprawie z Blue, okazało się, że pochłonięty był pracą, a
że niespecjalnie uśmiechało mi się zastępowanie go w tym po swojej
ciężkiej zmianie, której skutki w postaci wyczerpania fizycznego nadal
trwały, to postanowiłam podjąć się lżejszego obowiązku. Niestety,
pożądane przeze mnie zioła uśmierzające ból pozostawały poza zasięgiem
terenów stada, przez co musiałam powiadomić Alfę o konieczności wybrania
się poza terytorium SA, ewentualnie zapytać się o jej zgodę na wyprawę,
choć wiedziałam, iż raczej nie będzie miała nic przeciwko.
Wstąpiłam do jaskini przywódczyni, od razu kierując się w stronę, skąd dochodził intensywny zapach Cziki.
- Czika - zaczęłam, niezbyt oficjalnie, jako iż do moich preferencji
zdecydowanie nie należały oficjalne zwroty, ani wyraźne oddawanie
szacunku osobom, nawet na takowy zasługującym. - Mam do ciebie sprawę. -
Widząc, że gepardzica nie była zajęta i wstała ze swojego łoża,
zachęcająco kiwając głową, kontynuowałam: - Pilnie muszę pójść odnaleźć
zioła lecznicze, które znaleźć mogę tylko poza naszymi terenami.
Alfa już otwierała pysk, by mi odpowiedzieć, kiedy doszła do nas woń
wilka. Z niesmakiem zmarszczyłam nos. ,,Co tu robi wilk?", pomyślałam,
niespecjalnie zadowolona z jego obecności w pobliżu, jednak nie dawałam
tego po sobie poznać ani wtedy, gdy nieukrywająca zaskoczenia Czika
spojrzała na mnie, ani wtedy, kiedy do jaskini wkroczył ów wilk.
Dodatkowym zaskoczeniem było to, że u jego boku szedł samiec pantery
śnieżnej. Oczywiście wszystko to wywnioskowałam jedynie po zapachu, gdyż
nie mogłam ich zobaczyć, skoro oddzielała nas kamienna ściana.
- Alfo Cziko? - usłyszałyśmy głos należący do jednego z przybyszy.
- Beta sąsiedniej watahy - przedstawiła mi ów wilka szeptem Czika, nim
truchtem zbliżyła się do przybyszy. Przysunęłam się ku krawędzi ściany,
pozostając w cieniu, poza zasięgiem ich wzroku, podczas gdy ja miałam na
nich dobry widok, mogąc z ukrycia przyglądać się poczynaniom całej
trójki. Nie zmieniło to faktu, że i tak zapewne wiedzieli już o mojej
obecności, o ile byli na tyle roztargnięci, by użyć swoich nozdrzy do
wyłapania zapachu jeszcze jednego kota prócz Cziki.
Uniosłam jedną brew, widząc, jak przedstawiciel pantery śnieżnej z
nieukrywaną dezorientacją przeskakuje spojrzeniem od Cziki do Bety
jakiejś tam, najwidoczniej pozostającej w dobrych stosunkach z naszym
stadem, watahy. No dobrze, może to widać, może nie, ale, przyznaję, że
kryję w sobie uraz do wilków i nimi szczerze gardzę...
Basior odezwał się jeszcze, z tymi słowami przekazując panterę Czice, a po tym, jak mu podziękowała - odszedł.
- Jak ci na imię? - zwróciła się do kota przyjaznym głosem.
- Drug. - ,,Cóż, warto wiedzieć...", skwitowałam w myślach, wzdychając
cicho. Chciałam jak najszybciej ruszyć na poszukiwanie tych ziół, a
zmuszona zostałam marnować czas na przysłuchiwaniu się formalnościom
przy rekrutowaniu nowych kotów! Poniekąd zainteresowała mnie jednak
dalsza wypowiedź samca: - Ale serio... Żeby bratać się z wilkami? -
,,Oh? Czyżby z jakiegoś powodu też niezbyt przepadał za tymi zapchlonymi
kłębami futra?", zadałam samej sobie pytanie.
Usłyszałam cichy śmiech gepardzicy, która zwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Zajmij się nim, proszę. - Po czym dodała już nieco ciszej: - Możesz go zabrać ze sobą na zbieranie ziół.
Kiwnęłam głową na znak zgody, westchnęłam cierpiętnico, ale tak, by
nikt poza mną tego nie usłyszał, a następnie wyłoniłam się zza skały,
podchodząc wprost przed samca.
- Drug. - Po raz kolejny usłyszałam jego imię, jednak nie zwróciłam mu
uwagi na to, że nie musiał się już przedstawiać. Zamiast tego, zrobiłam
to samo.
- Daenerys. A teraz... chodź za mną, będziesz mi towarzyszył poza
terenami stada, później znajdziesz sobie kogoś, kto cię oprowadzi po
naszym terytorium - oznajmiłam, poniekąd oznajmiając mu tym samym, że
nie miałam i raczej nie będę miała ochoty pełnić roli przewodniczki i
wybierać się na wycieczkę krajoznawczą. Spokój, cisza i samotność
wystarczą mi do szczęścia, nie ponadprogramowe towarzystwo obcych panter
śnieżnych... prawda?
<Drug?>
✐ 665 słów
+15 SK