poniedziałek, 4 września 2017

Od Whites-C.d. Reiko

Z jakiej racji lwica tak uprzejmie namawiała mnie do odpoczynku, na dodatek w jej własnym domku. Przyznam, jaskinia była miła i ciepła, jednak zachowania tej lwicy nie potrafię opisać. Prawie wywróciłam jej skórę na drugą stronę a ta mi jeszcze za to dziękuje? Dziękuje tak bardzo że pozwoliła mi przenocować zimną noc?! O nie... to na pewno jakaś podpucha, muszę z stąd uciekać nim będzie za późno... nie chce znowu cierpieć jak po tamtym ataku... bałam się powtórki. Gdy samica odleciała, poczekałam parę sekund i powoli podniosłam się na łapach, wyszłam powolnym krokiem z jaskini czując mały ból w miejscu połączenia kości udowej do miednicy. Bolało ilekroć przekładałam na prawą tylną nogę ciężar. Gdy tylko przeszłam prób ciepłej jaskini, oblazł mnie chłodny dreszcz. Wiatr zawiał nieprzyjemnie. Chciałam pójść dalej ale nie mogłam za daleko, kontuzja nie pozwalała na takie widzimisię. Zmuszona byłam tutaj zostać. Bardzo nieufnie spojrzałam za siebie, niechętnie wróciłam na posłanie. Gdy się położyłam, strasznie źle wspominałam moją ostatnią przygodę. Od tamtej pory boję się gdziekolwiek blisko lwów przebywać. W moim prawym oku poczułam łzy, nie wiedziałam już co naprawdę mam robić. Położyłam główkę i spróbowałam zasnąć. Nie ominął mnie przerażający sen... Przebudziłam się słysząc delikatne kroki,
-Kto tam?! - spytałam lekko zaspana, na szczęście byłą to tylko nowo poznana samica. Nie wiem czemu ale lepiej mi było gdy ją ujrzałam.
-Jak sie czujesz? - spytała spokojnie siadając niedaleko mnie.
-Lepiej...- przytaknęłam głową. Rozciągnęłam się spokojnie.
-Głodna? - spytała po chwili z uśmiechem na pysku.
-Nie... w sumie.. nie wiem... Może troszkę. - zaczęłam się gubić w uczuciach, nie chciałam się narzucać a z jednej strony potrzebowałam tego.

Reiko? Wybacz że tak długo... zawiesiłam się.

✐ 270 słów
+5 SK

Konkursy!

Yo!
Aktualnie odbywają się aż trzy konkursy! Mam nadzieje że każdy zauważył ankietę z która było parę małych problemów. Poproszę o zajrzenie w zakładkę-Konkursy i zapoznanie się z nagrodami i treścią konkursu. Zachęcam do brania udziału.
Pierwszy konkurs pojawi się niebawem.
Drugi to ankieta, mam nadzieje że wybierzecie właściwego samca C":
Trzeci polega na napisaniu opowiadania o towarzyszu.
A czwarty na przyjęciu największej liczby nowych członków.
Jeśli chodzi jeszcze o tą ankietę-zabraniam głosowania na siebie XD, to z lekka żenujące. Lepiej wysyłać linki by ktoś zagłosował na Was w ankiecie.
Powodzenia!
~Czika

Od Samael'a (Do Drug'a)

Otworzyłem delikatnie zaspane oczy. Światem rządził już delikatny półmrok. Moja popołudniowa drzemka przeciągnęła się znacznie bardziej niż tego chciałem. Podniosłem swoje ciało bardzo ociężale i niechętnie. Miałem ochotę dalej oddać się w objęcia morfeusza, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Odetchnąłem głęboko i ziewnąłem. Lubiłem od czasu do czasu odcinać się od wszystkich i błąkać się samemu po okolicy. Z każdym krokiem coraz bardziej zagłębiałem się w leśnej gęstwinie. Śpiew ptaków ucichł, jedynie wiatr coraz przerywał ciszę panującą wokół. Stąpałem ostrożnie, nie chciałem, aby ktoś wiedział o mojej obecności tutaj. Wokół czułem obecność innych kotów. Dołączyłem do stada dopiero dwa dni temu i znam jak na razie kilku członków. Nie miałem jednak jeszcze czasu ani chęci, aby biegać za innymi i się z nimi zapoznawać. Moją uwagę od tych myśli odwróciło mnie burczenie w brzuchu. Opuściłem łeb i ruszyłem powolnym krokiem przed siebie. Chwilę zajęło mi, aby wywęszyć jakąś potencjalną ofiarę, ale w końcu się udało. Na jednej z licznych leśnych polan pasła się grupa saren. Bez namysłu przystąpiłem do standardowej procedury. Przyczajenie się, podejście, krótka gonitwa i na końcu uśmiercenie mojego posiłku.
Oczywiście jak zawsze ten schemat mnie nie zawiódł, a przy okazji mogłem trochę rozprostować kości. Po skończonym posiłku udałem się nad Tęskne Wodospady. Na miejscu doprowadziłem swoją sierść do ładu i ugasiłem pragnienie. Nagle na ciele poczułem czyjś wzrok. Odwróciłem się, aby sprawdzić, czy to mój umysł płata mi figle, czy może to jest prawda. Okazało się jednak, że kilka metrów ode mnie stoi przedstawiciel rasy pantery śnieżnej. Uważnie się na mnie patrzył i obserwował mój najdrobniejszy ruch.
- Kim jesteś? - Wypalił nieznajomy.
- Samael. - Odpowiedziałem beznamiętnym głosem. - A Ty?
Samiec nie odpowiedział, lecz zaczął podchodzić bliżej. Widziałem, że jest spięty i w każdej chwili gotowy do ataku. Zrobiłem to samo.
- Należysz do stada czy jesteś obcy? - Mruknąłem.

Drug?

✐ 307 słów
+10 SK

Od Azrael'a-C.d. Moon

Obudziłem się znacznie wcześniej niż normalnie, a powodem tego był głód. Normalnie dostał bym miskę z jakimś dobrym mięsem oraz wodę. Jenak teraz musiałem radzić sobie sam, w dodatku kompletnie nic nie umiejąc. Przeciągnąłem się wstając i wyszedłem ze swojej jaskini szukając jakiegoś kopytnego zwierzęcia, aby je upolować. Stanąłem przed wyjściem wpatrzony w słońce i powoli zacząłem węszyć, życie w zakonie nie polepszało mojej sytuacji. Po dłuższej chwili wyczułem zapach jedzenia i ruszyłem w jego stronę. Doprowadził mnie on do antylopy pasącej się na polance. Nie za bardzo wiedziałem jak polować, instynkt podpowiadał mi jednak aby cicho podejść jak najbliżej niej. Jednak za szybko wyskoczyłem z ukrycia i obiad postanowił dać bogi za pas. Kiedy się odwróciłem zauważyłem lwice, która patrzyła to na mnie, to na miejsce gdzie zniknęła antylopa.
- Ja... Przepraszam. - powiedziałem owijając ogon dookoła tylnej łapy. Najwidoczniej lwica też była głodna i miała szanse na złapanie kopytnego zwierzęcia. Cicho westchnąłem odwracając się z zamiarem wrócenia do swojej jaskini.

< Moon? >

✐ 162 słowa
+5 SK

niedziela, 3 września 2017

Od Alas'a-C.d. Chary

-Może się przejdziemy?- zaproponowałem, Chara przytaknęła. Wyszliśmy z jaskini, do moich nozdrzy dotarło powietrze po deszczu. Gdzie by się nie spojrzało były kałuże. Wskoczyłem do tej która była najbliżej jednocześnie ochlapując stojącą niedaleko Charę.
-Ej!- zaśmiała się i wskoczyła do dość głębokiej kałuży zostałem ochlapany wodą.
-Dzięki za prysznic- powiedziałem otrzepując się
-Nawzajem- parsknęła ruszyliśmy do przodu kierując się w niewiadomym kierunku. Na krótką chwilę rozpostarłem skrzydła które od tkwienia w jednym miejscu zdrętwiały. Ja i Chara widocznie nie mieliśmy celu wędrówki, ponieważ cały czas kierowaliśmy się na przód. Po jakimś czasie wędrówki i rozmowy zrobiliśmy sobie przystanek nieopodal Jeziora Łez. Podszedłem do tafli wody i wziąłem kilka łyków chłodnej wody, moja towarzyszka postąpiła tak samo. Usiadłem, wziąłem jakiś patyk i zacząłem nim rysować po wilgotnej ziemi. Narysowałem skrzydło, to właśnie oznacza moje imię.
-Co robisz?- spytała Chara podchodząc do mnie
-Rysuję- powiedziałem wskazując na rysunek który znajdował się na ziemi. Samica spojrzała na skrzydło wybazgrane patykiem, wyglądała jakby w głowie układała słowa.

Chara?

✐ 163 słowa
+5 Sk

Od Alas'a-C.d. Sevena

Uśmiechnąłem się do samca, Seven usiadł obok.
-Kim jesteś w stadzie?- spytał
-Szamanem, a ty?
-Hej! Ja też- zaśmiał się mój towarzysz
-Co za zbieg okoliczności- powiedziałem z uśmiechem-Teraz ja zadam pytanie, ile masz lat?
-Trzy.
-A ja dwa.
-Okej, jakie są twoje żywioły?
-Powietrze- powiedziałem wskazując na skrzydła- I natura- dokończyłem powodując wyrośnięcie paproci z ziemi .
-Natura i umysł- powiedział Seven, rozmowa ucichła. Słońce zniknęło za horyzontem a na granatowym nocnym niebie rozbłysły gwiazdy i księżyc który wyglądał jak litera ''C''
-Łał dzisiejsza noc jest piękna, najchętniej poleciałbym do gwiazd, ale nie zostawię Cię tu samego- zaśmiałem się.
-Leć, ja poczekam- powiedział z uśmieszkiem na pysku.
Wstałem, cofnąłem się trochę do tyłu aby wziąć rozbieg. Po chwili już byłem w powietrzu, spojrzałem na mojego towarzysza i wzbiłem się wyżej. Gwiazdy które zdawały się być milionami latarni morskich zawieszonych na niebie rozświetlały noc bardziej niż księżyc. Wisiałem tak w miejscu jeszcze przez chwilę a potem można powiedzieć że zrobiłem fikołka w powietrzu i leciałem w stronę Sevena. Gdy usiadłem z powrotem na górze zwanej Loud na mój nos spadła kropla chłodnego deszczu.
-Idziemy się schować?- spytał Seven
-Nie jesteśmy z cukru- zaśmiałem się.

Seven?

✐ 194 słowa
+5 SK

sobota, 2 września 2017

Ice Queen!


Imię: Ice Queen
Pseudonim: Ice, Queen, Śnieżka, Isis, 
Wiek: 3 lata
Płeć: Płeć piękna....samica...
Stopień: Początkująca
Gatunek: Lew
Głos: Honey
Stanowisko: Opiekunka młodych
Charakter: Ice to miła, zabawna i odważna samica. Uwielbia nowe znajomości, lecz nie z każdym chce się zaprzyjaźniać. Nie jest agresywna, raczej porywcza i stanowcza choć dla niektórych może zrobić wyjątek. Broni swego zdania zaciekle, czasem nawet gdy wie, że się  myli.Odpowiedzialna, poważna gdy trzeba. Zagorzała romantyczka, lubi gdy samiec się o nią stara, choć często udaje niedostępną. Gdy już kogoś pokocha lub polubi bez namysłu odda za niego życie. Młode- mógłby mieć ich z 1000 ale i tak dałaby radę. Ma wielką moc przekonywania, potrafi rozkręcić zabawę. A mimo swoich żywiołów jest ciepła jak i często niedostępna miłośnie. Zna wiele języków i szybko się ich uczy.
Żywioł: Lód, Miłość
Moce:

✧Lodowe piekło-potrafi zamrozić wszytko w promieniu kilku km.
✧Tworzy zamiecie śnieżne, ogromny grad oraz sprawia że opada śnieg.
✧Ostre sople lodowe-łączenie żywiołów....potrafi dzięki nim rozkochać osobę w pierwszej którą ujrzy jak i zabić.
✧Niczym Elsa z ,,Krainy Lodu'' tworzy postacie, zbroje, rzeczy i ogółem wszystko.
✧Odporność na mróz-nie tylko gdy zamienia się w lodową lwicę.

✧Potrafi zahipnotyzować w sobie każdego, po czym mu rozkazywać przez jakiś czas.
✧Przyciąga do siebie dwie osoby-miłosny łuk.
✧Jest w stanie rozkochać w sobie każdego samca-ale tego nie robi...
✧Panuje częściowo nad uczuciem miłości każdego stworzenia, zwierzęta ją kochają już bez jej mocy.
✧Ma piękny głos dzięki któremu ogłusza i wprawia w trans.

Partner: Szuka prawdziwej miłości.
Rodzina: Wychowywana przez ciotkę od strony matki-Sally.
Młode: Chciałaby!
Historia: Od młodej lwiczki wychowywana przez ciotkę która ciągle ją wykorzystywała. Powiecie że pewnie była córką Alf ale była zwykłą samicą porzuconą przez rodzinę. Była jak Kopciuszek, miała dwie przyrodnie siostry które się strasznie wywyższały. Ice była ich sługą, ale była piękna i każdy to widział. Miała tego dość, zamroziła dwie lwice w lodzie a Sally uciekła. Z uśmieszkiem na pyszczku odeszła z rodzinnych stron. Na całe szczęście trafiła gdzieś gdzie ktoś ją będzie doceniał, nie będzie więcej pomiotłem. Nie da się...nigdy więcej!
Właściciel:  icequeensierra@gmail.com

Od Ossovy

Zwątpiłem w znalezienie córki gdyż pewnie wpadła na dno oceanu. Trudno mi będzie się pogodzić z utratą córki oraz ukochanej.
Leciałem ponad chmurami czerpiąc jak najwięcej zimna. Czułem jak z mojej sierści kapią krople wody, która zaraz zamieniały się w małe kryształy lodu. Westchnąłem widząc przed sobą tylko jasne otoczenie i czarne zarysy chmur, a co chwilę mijało mnie coś czerwonego. Miałem tylko nadzieje, że nie napotkam wrogo nastawionego osobnika.
Z czasem zniżyłem lot wypatrując jakiegoś stada, lecz prócz lasów nie było żadnej żywej istoty. Szybko jednak napotkałem pojedyncze osobniki. Wylądowałem w niewielkiej odległości od nich i trzepałem się z rosy, która szybko mogła zamrozić mi sierść. Rozejrzałem się zatrzymując wzrok na jakimś lwie. Gdy tylko mnie zauważył, zaczął biec w przeciwnym kierunku. Nie był wystraszony, a raczej zaniepokojony moją obecnością. Mruknąłem pod nosem i ponownie wzbiłem się w powietrze. Śledziłem owego osobnika i doprowadził mnie do jakiejś jaskini. Wylądowałem obok oczywiście potykając się o niewielki krzak. Wycofałem się nieco i zaraz zostałem otoczony przez całkiem obce mi osobniki.
***
Po rozmowie z alfą zostałem przyjęty do stada co mi pasowało. Odpoczynek się należy, a później znowu zajmę się poszukiwaniami córki.
Postanowiłem samemu zwiedzić tereny, bo kto zainteresuję się ślepym i obcym lwem.. Ułożyłem wygodnie skrzydła składając je maksymalnie do ciała i zacząłem kierować się w mało znanym mi kierunku. Gdyby nie wyostrzona echolokacja, wolałbym się zabić.
Mijałem kilka kotowatych, które przyglądały mi się z lekkim zainteresowaniem. Biały lew o białych oczach. W sumie nie codziennie się takich widuje. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że na kogoś wpadłem.. Albo ten ktoś wpadł na mnie.. Albo wpadliśmy na siebie wzajemnie. Mną lekko bujnęło na bok, lecz drugiego osobnika wywróciło. Wyrównałem wzrok na tym kimś widząc czerwoną postać, która również na mnie patrzy.
- Nic Ci się nie stało ? - spytałem ze spokojem w głosie cierpliwie czekając na odpowiedź.

Samica? xd

✐ 309 słów
+10 SK

Ossova!


Imię: Ossova [czyt. Ozowa] 
Pseudonim: Oss, Zowa. Lecz nie przepada za skrótami. 
Wiek: Praktycznie ma 7 lat, teoretycznie wiele więcej. 
Płeć: Samiec 
Stopień: Początkujący 
Gatunek: Czystej krwi lew 
Stanowisko: Wojownik 
Charakter: Ossova po śmierci swojej ukochanej stał się poważnym samcem, którego czasem łapie smutek. Stara się tego nie okazywać i często mu się to udaje. Pomimo tego, stara się być miłym kompanem i z chęcią udziela pomocy innym. Podczas zemsty, samiec wymordował setki wrogów co wykształciło mu waleczny charakter, dużą siłę skumulowaną w dobrze zbudowanym ciele oraz ogromnych skrzydłach, nie zabraknie odwagi, zawziętości i pewności siebie. Na pierwszy rzut oka Oss wydaje się być wrednym gburem, który ma gdzieś cały świat. Jednak jest inaczej. Walczy sam ze sobą i z chęcią pozna inne osobniki. Chodź zdarzają się zimne dni i to dosłownie. Gdy tylko samiec wstanie lewą łapą, emanuje chłodem, który jest odczuwalny na kilka metrów. W takim przypadku lepiej nie zagadywać do Ossova, chyba że chcesz się stać kostką lodu. Często chodzi zamyślony lub leży przy zbiornikach wodnych, które pomagają mu się wyciszyć. Z czasem można u niego zauważyć zmianę nastawienia do drugiej postaci. Jest jakby milszy, przyjacielski i cicho podśmiechuje, lecz nie zobaczysz u niego szczerego uśmiechu. Nie przywiązuje się do drugiego osobnika ze względu na brak zaufania do kogokolwiek, ale po kilku miesiącach może się przekonać i obdarzyć tego kogoś owym zaufaniem. O ile zasługuje na to. Zowa jest lojalnym towarzyszem i w pewnym stopniu tolerancyjnym. Nie zabraknie wierności podczas związku, lecz sam nie wie czy się przekona do innej samicy. 
Żywioł: ☯ Umysł & Lód ❄
Moce: 

✧echokineza - umiejętność wykonywania echolokacji. Dzięki temu, samiec cokolwiek ‘’widzi”. W ciągu dnia otoczenie jest jasne, postacie czerwone, a natura jako czarne zarysy. Nocą zaś widzi ciemnie, zwierzęta przeważnie są białe, a drzewa itp. przybierają kolor jasnej zieleni. W obu przypadkach zdarza się, że widzi naturalne kolory. 
✧hypnokineza - umiejętność wprowadzania w trans, hipnoza. 
✧umbrakineza - kontrola nad fotonami inaczej tworzenie cienia, mroku lub blasku.
✧holokineza – tworzenie iluzji.
✧empatia - odczuwanie emocji innych.

✧antykineza – ochronna aura otaczająca samca w postaci cienkiej warstwy lodu przy skórze. Chroni go przed mocami innych osobników. 
✧ kriokineza - zdolności termo kinetyczne - zamrażanie, przemiana wody w lód, zmniejszanie temperatury otoczenia.
✧termokineza - manipulowanie temperaturą swojego ciała.

Partnerka: Kiedyś miał jedną wybrankę. Teraz jest sam jak pazur i powoli się z tym godzi. 
Rodzina: Partnerka zginęła podczas zimnej wojny. Ma córkę. Szczegóły w historii. 
Młode: W tym stadzie brak.
Historia: Ossova urodził się na zimnym kontynencie w dużym stadzie kotowatych, które zostały wygnane z ciepłych krajów. Jedynym pożywieniem były foki, niedźwiedzie i pingwiny. Był jedynym synem bety, gdyż jego rodzeństwo nie było odporne na takie zimno. Dorastał w bardzo przyjemnej atmosferze, lecz jednego dnia jego życie obróciło się do góry łapami. Już w wieku dwóch lat musiał przystąpić do wojny. Była to największa wojna w historii kontynentu, gdzie walczyły lwy z panterami śnieżnymi. W tym czasie został alfą, gdyż wyższa hierarchia została zamordowana. Mimo wojny, poznał swoją wybrankę życia, z którą był bardzo szczęśliwy. Była to nieco młodsza lwica o całkiem innym ubarwieniu niż sam samiec. Nazywała się Luisa i była zwykłym członkiem stada, lecz miłość była odwzajemniona. Szybko doszło do zbliżenia, a kilka miesięcy później na świat przyszła ich córka Leokadia. Jej imię nie było przypadkowe, gdyż znaczy ono „Troszcząca się o lud” i miała przejąć stanowisko po rodzicach tylko gdy nastałaby taka konieczność. 
Wojna skończyła się gdy Leo miała trzy lata, a rodzice po siedem. Dzień po, Ossova znalazł martwą Luisę przy wodzie. Jak się okazało, została zabita przez niedobitków z wojny. Wraz z córką i resztką stada opuścili zimny kontynent w poszukiwaniu nowych terenów. Jednak podczas lotu, zostali zaatakowani przez pumy.. Duża część lwów wpadła do lodowatej wody tracąc przytomność. Większość nie przeżyła.. 
Serce jak i umysł Ossovy zamarzło, lecz funkcjonowało. Żył, lecz nie był tego świadom. Minęło niemalże sto lat, gdy samiec ponownie znalazł się na lądzie. Gdy tylko zaczerpnął powietrza, dostał szoku.. Nie ze względu na ciepło, a na to że nie widział. Szybko obudziły się w nim psychiczne umiejętności i radzi sobie dzięki echolokacji. Niska temperatura uszkodziła jego wzrok, lecz reszta była w takim samym stanie jak przed zamarznięciem. Od razu przypomniał sobie o Leokadii, której nie znalazł pomimo poszukiwań. 
Po kilku miesiącach postanowił zatrzymać się w pierwszym lepszym stadzie i padło na Stado Adamantium. Gdy Oss zaproponował siebie jako wojownika, alfa nie chciała się zgodzić ze względu na jego brak wzroku.. Jednak po streszczeniu historii, zmieniła zdanie. Samiec ma nadzieje, że jego córka się znajdzie. 
Właściciel: familoso

Od Drug'a-C.d. Daenerys

Druga kocica, która wyszła zza ściany okazała się być Daenerys przedstawiająca mi się właśnie tym imieniem. Oznajmiła niewzruszonym głosem że pójdę z nią po zioła znajdujące się poza terenami stada. Dopiero co wróciłem z długiej podróży, a teraz znów muszę gdzieś łazić. Po ośmiu latach wędrówki robi się to już nudne. Zamiast jednak odmówić, zgodziłem się. Przynajmniej poznam niektóre tereny, lecz co do oprowadzek zdam się sam na siebie. Pokiwałem lekko głową i odsunąłem się na bok żeby Daenerys poszła przodem. Bez żadnego wyrazu pyska ominęła mnie i wyszła z jaskini. Pchnąłem się na łapach i ruszyłem za nią.
Przeszliśmy spory las w około 20 minut, a ja padałem już z łap i dyszałem cicho. Gdy wyszliśmy na sporą łąkę kocica zwróciła na mnie wzrok.
- Coś nie w formie widzę. - uniosła jedną brew.
- Och wybacz. - odetchnąłem i zmarszczyłem brwi. - Po ośmiu latach błądzenia i łażenia też byś miała dosyć.
Daenerys tylko wzruszyła ramionami i ruszyła dalej. Mam nadzieję że to na tą łąkę mieliśmy się dostać.
- To tutaj. - oznajmiła rozglądając się dookoła. - Tam gdzie kończy się las, kończą się nasze tereny. A teraz pomóż mi znaleźć zioła lecznicze. - dodała.
- Skąd mam wiedzieć jak wyglądają? - zapytałem.
- Tyle podróżowałeś, a nie wiesz jak wyglądają zioła. - parsknęła. - Zorientujesz się.
Westchnąłem cicho i oddaliłem się nieco od kocicy. Błądziłem wzrokiem po wysokiej i zielonej trawie, która miała skrywać w sobie jakieś wyróżniające się zielsko. Wszystkie źdźbła wyglądały identycznie więc postanowiłem skorzystać z innego zmysłu. Wciągnąłem świeże powietrze przez nozdrza usiłując wyróżnić coś mocniejszego. Stawiałem kroki poruszając się dalej i węsząc. W końcu zapach mocnej mięty lub czegoś w tym stylu zawitał w moim nosie. Przejrzałem okolice i zauważyłem nieco ciemniejszą i wyższą roślinkę lekko powiewającą na wietrze. Podszedłem bliżej, a gdy miałem ją zerwać, jakaś inna łapa po nią sięgnęła.
- Za późno. - wzruszyła ramionami Daenerys jednocześnie urywając roślinę z korzeniami i chowając ją do woreczka.
Parsknąłem cicho i odwracając się na pięcie poszedłem szukać dalej.
Po dwóch godzinach mój nos już wysiadał. Węch zbadał tyle różnych ziół i roślin że nie byłem w stanie odczuć zapachu kocicy, która szła tuż przede mną. Jak można się domyślić ta szanowna panna zebrała nieco więcej roślinek ode mnie z czego miała też satysfakcję bardzo widoczną u charakterystycznym uśmiechu. Byliśmy w trakcie drogi powrotnej. Te swędzenie w nosie nie dawało mi żyć więc począłem szorować nos łapą. Jak zwykle zapominając że znajduje się na nim jedna z blizn pozostawionych przez wilki. Jednym lekkim ruchem pazura rozdrapałem bliznę, z której popłynęła stróżka krwi.
- Cholera. - zakląłem cicho i przyłożyłem łapę do rany by zatamować krew.
- Co znowu? - westchnęła kocica odwracając się w moją stronę i widząc przyczynę moich przekleństw. - O boże.
- Poradzę sobie. - uśmiechnąłem się sztucznie i docisnąłem łapę.
- Nie wydaje mi się. - odpowiedziała i zajrzała do worka z ziołami wyjmując z niej jeden listek. - Przyłóż.
Odebrałem od medyczki - jak widać, liść zioła i przyłożyłem do nosa. Chwilę piekło, lecz faktycznie zatamowało krew i jeszcze złagodziło ból. Zgniotłem zakrwawiony liść i wyrzuciłem w krzaki. Podniosłem się spod drzewa i otrzepałem.
- Dzięki. - przyznałem ruszając dalej. - Dlatego właśnie nie lubię wilków. - dodałem cicho.

Daenerys? 

✐ 542 słowa
+15 SK
Szablon
Karou
Royalog